Miasta na Cyprze. Do którego warto pojechać?

Lubię zwiedzać duże miasta. Dlatego w zeszłym roku byliśmy w Londynie, Edynburgu czy Barcelonie. Jadąc na Cypr nastawialiśmy się na stanowiska archeologiczne i naturę. Największe miasta oczywiście zamierzaliśmy odwiedzić, były po drodze, ale nie spodziewałam się po nich wielu zaskoczeń. Faktycznie, żadne (no może poza Kirenią) nas nie zachwyciło, ale niektóre były całkiem przyjemne, z kilkoma wartymi odwiedzenia miejscami i klimatem do pozazdroszczenia. Które cypryjskie miejscowości odwiedziliśmy? 

Larnaka

Z Katowic przylecieliśmy właśnie do Larnaki. W planach mieliśmy zwiedzenie jej ostatniego dnia, przed wieczornym wylotem do Polski, pogoda jednak zmieniła nasze plany. Przed przyjazdem słyszałam różne opinie, większość raczej obojętnych. A nam się podobało, mimo że zobaczyliśmy tylko kilka obowiązkowych miejsc, bo właśnie w Larnace Hanka ostatecznie się nam rozłożyła. Zaczęliśmy od Słonego Jeziora i Hali Sultan Tekke, czyli meczetu, w którym wg podań pochowano ciotkę Mahometa. Trochę czasu tam spędziliśmy, bo po terenie otaczającym meczet z gracją przechadzały się koty…

Potem pojechaliśmy do centrum miasta. Tam, deptakiem wśród palm, mijając posąg Zenona z Kition (tak, tego z lekcji filozofii), doszliśmy do fortu. Fort wrażenia nie zrobił, ale w zamian załapaliśmy się na małą imprezę urządzaną chyba przez Cypryjską Organizację Turystyczną dla touroperatorów. Były pokazy tańca, degustacja cypryjskich słodkości i niezły trunek do wypicia. Po wszystkim poszliśmy dalej, w stronę kościoła św. Łazarza. Piękny był! I to by było na tyle, bo po wyjściu z kościoła i wypiciu czegoś w pobliskiej knajpce, zwinęliśmy się do domu. No jeszcze po drodze był akwedukt Kamares, którego historia sięga 1745 r. Do 1945 r. dostarczał wodę mieszkańcom, dziś jest elementem z pewnością dodającym Larnace kolorytu.

Limassol

Pierwsze miasto, które odwiedziliśmy i miejsce, w którym najbardziej się zawiedliśmy. Głównie dlatego, że gdy tam przyjechaliśmy dosłownie wszystko było zamknięte. Zamek, katedra Agia Napa, ba!, nawet knajpę na obiad trudno było znaleźć. Jak się później okazało, dzień wcześniej była jakaś wyjątkowo huczna impreza kończąca karnawał i cały poniedziałek wszyscy odsypiali. W Limassol przejazdem byliśmy jeszcze dwa razy, chcieliśmy zjeść meze w polecanej nam knajpie. I wiecie co? Tak! Była zamknięta. Na szczęście Limassol obronił się urokliwym deptakiem z widokiem na może (i ogromne stojące blisko brzegu statki) z kilkoma placami zabaw. Lody przy zamku też były pierwsza klasa. Tak więc dzieci miasto polubiły, my trochę mniej.

Pafos

Najładniejsze miasto Cypru, przynajmniej jego części greckiej, na której spędziliśmy zdecydowaną większość urlopu. Piszę oczywiście o turystycznym centrum, które jako jedynie w marcu nie było uśpione. Otwarte restauracje, gwar na nadmorskim bulwarze, sporo turystów, nie tylko w Kato Pafos (na szczęście obszar jest na tyle rozległy, że nie wchodziliśmy nikomu w drogę). Jakoś tak zupełnie inaczej niż wszędzie indziej. Jak się potem okazało, do Pafos zimą przylatuje bardzo dużo emerytowanych Anglików i Rosjan, którzy sobie na Cyprze zimują. Dlatego miasto żyje cały rok. Natłok Rosjan spowodował też, że właśnie w Pafos wciąż mówiono do nas po rosyjsku, nigdzie indziej na Cyprze nam się to nie zdarzyło.

Nikozja

Podzielona stolica Cypru, wjeżdżając do niej czuliśmy się jak w każdym większym europejskim mieście. Ruch, nowoczesne budynki, śpieszący się gdzieś ludzie (tylko w Nikozji ich widzieliśmy). A potem podjechaliśmy do przejścia granicznego i bach! Jakoś tak dziwnie się zrobiło – zasieki, opuszczone budynki, przechadzające się pustymi ulicami koty. Ruch na pieszym przejściu spory, sprawdzanie paszportów jest tylko formalnością. Z części greckiej przeszliśmy do tureckiej  faktycznie – inny świat. Przede wszystkim wszędzie tureckie flagi, większy ruch, bardziej gwarno. Niestety tyle mogę napisać, w Nikozji spędziliśmy tylko 1,5 godziny, przeszliśmy się p tureckiej części i pojechaliśmy dalej, by zdążyć do Kirenii.

Kirenia

Zdecydowanie najpiękniejsze miasto, które odwiedziliśmy na Cyprze, nie tylko tym Północnym. Oczywiście piszę tu o części turystycznej, bo przede wszystkim w tych miejscach przebywaliśmy. Zwiedzanie zaczęliśmy od monumentalnej twierdzy wznoszącej nad wodami Morza Śródziemnego. Potem poszliśmy do portu, który oglądaliśmy z murów twierdzy i tam spędziliśmy popołudnie. Był w końcu fajny plac zabaw, były prawdziwe kebaby popijane śmietaną i przegryzane ostrymi papryczkami (nigdy więcej!), słońce świeciło – nie możemy mieć więc z Kirenii innych wspomnień. Trochę mi szkoda, ale to jedyne miasto Cypru Północnego, jakie odwiedziliśmy. Niestety kolejne, które mieliśmy w planach, czyli Famagusta, przegrało z byczeniem się na plaży. Cóż, zdarza się najlepszym…

Więcej o Kirenii i naszej jednodniówce na Cyprze Północnym już niedługo tutaj.

 

* * *

Wszystkie nasze wrażenia z Cypru dostępne są tutaj.

9 Comments

  1. Dzięki Basiu za ten wpis! Bardzo nam się teraz przyda 😀

  2. Lubię obserwować życie w wyspiarskich miasteczkach, bo płynie ono innym tempem niż w wielkich metropoliach (typu Londyn czy Paryż). Co raz częściej Cypr chodzi mi po głowie, może w przyszłym roku uda mi się tam dotrzeć 🙂

    • Tak… życie w takich miasteczkach płynie wolniej i wydaje się być bardziej prawdziwe. Podobnie jest na małych wsiach. Może to złudzenie, ale jest bardzo miłe.

  3. Nigdy nie byłam na Cyprze, w sumie nigdy nawet nie planowałam się wybrać, bo zawsze kojarzył się mi jedynie z krótkimi, wakacyjnymi wypadami z biurem podróży. Fajny też Wasz Cypr! Może kiedyś…

  4. Ja staram się unikać miast, lata życia w Londynie spowodowały, że chętniej uciekam do lasu niż między ludzi, ale jeśli jakieś miasteczko ma swój klimat, to bardzo chętnie zobaczę.

  5. A wiesz, że kiedyś zwiedzałam praktycznie tylko duże miasta. Teraz od nich stronię. Preferuję mniejsze miejscowości. No ale tu też pytanie czy opisane przez Ciebie cypryjskie miasta faktycznie są „duże”. Są powiedzmy średniej wielkości w porównaniu do Rzymu czy Londynu 😉

  6. Warto być w każdym miasteczku, a najlepsze są z dala od turystycznych zatłoczonych miast. Najfajniejsze są dzikie plaże i dojazd do nich – najciekawsze i najfajniejsze doznania skaczącej adrenaliny 😀 i niezapomniany kulinarny orgazm 😀 mniam mniam 😉

Dodaj komentarz