Cypr, TOP 8 największych atrakcji i to, czego nie zobaczyliśmy, a mieliśmy w planach

Lecąc na Cypr wcale nie byłam przekonana, że będzie super. Jakoś nie do końca przekonywały mnie przewodniki, które przeczytałam, czy blogi, które przeczytałam (wyjątkiem byli Odjechani, pewnie dlatego, że tak jak my na Cyprze byli rodzinnie). Jednak okazało się, że bardzo się myliłam! Atrakcji było co niemiara – widoki boskie, plaże urokliwe, wykopaliska niesamowite, ludzie przemili. Po prostu cud, miód. Co więc najbardziej przypadło nam do gustu?

Wykopaliska na Cyprze

Jako że jestem niespełnionym archeologiem (trochę trudno by mi było z moim uczuleniem na kurz), po prostu uwielbiam wszelkie wykopaliska. A tych na Cyprze nie brakuje. Do tego są naprawdę cenne, część z nich wpisana została na listę UNESCO, a to coś znaczy. Nie tylko dla japońskich turystów, dla mnie też. Nasze rodzinne wakacje – oczywiście – rozpoczęliśmy więc od stanowiska archeologicznego. Zaczęliśmy od najmniejszego w okolicy, czyli Amathus w pobliżu Limassol. Potem były: Kurion z amfiteotrem, mozajkami i przepięknymi widokami, czy ukwiecone makami Kato Paphos. Na koniec miała być i Salamina, ale… pojechaliśmy na plażę.

Więcej o wykopaliskach na Cyprze już wkrótce będziecie mogli przeczytać (i zobaczyć mozaiki!) tutaj.

 

Capo Greco

Przepiękne miejsce! Jadąc do Agia Napy od strony Larnaki, tuż przed miejscowością Protaras, warto choć na chwilę zjechać z głównej trasy i zobaczyć najbardziej malownicze miejsce Parku Narodowego Capo Greco. Jego najbardziej spektakularną atrakcją jest malowniczy klif, a w nim, tuż nad taflą wody, jaskinie, do których co odważniejsi mogą zejść (akurat dwóch tam schodziło, więc tym prędzej wzięłam Huba do nosidła, bo nie wiadomo co by wymyślił). Tam też można poczuć się prawie jak na Gozo – jest tam też małe skalne okienko, które bardzo podobało się Hubowi (Hania spała, nie wie więc co straciła). Do tego lazurowa woda i w zasadzie do udanego pikniku nic więcej nie było nam potrzebne.

Więcej o Capo Greco i innych cudach natury na Cyprze już wkrótce będziecie mogli przeczytać tutaj.

 

Skała Afrodyty

Petra tou  Romiou, czyli właśnie Skała Afrodyty jest chyba jedną z najbardziej rozpoznawalnych atrakcji Cypru. Już sama jazda w jej kierunku (my jechaliśmy od strony Limassol) jest rewelacyjna. Właśnie tam są jedne z piękniejszych widoków jakie się nam na trasie trafiły. Z bliska… no cóż, mnie mowy nie odjęło. Natomiast dzieciaki były zachwycone. Czym? Po pierwsze, by dostać się na plażę trzeba przejść tunelem pod drogą (jest echo), po drugie – i chyba jednak ważniejsze – uderzająca w plażę woda naprawdę się pieni. Pierwszy raz coś takiego widziałam. Legenda o Afrodycie zyskała zupełnie nowy wymiar. Miejsce jest bardzo popularne. To jedyna plaża, na której poza nami było więcej niż 5 osób…

 

Zamek St. Hilarion

Mało brakowało, a przez moje czytanie blogów na tylko na komórce byśmy tam nie pojechali. Na malutkich zdjęciach na skale po prostu go nie widziałam (w sumie cały czas zastanawiając się co ta jest takiego fajnego). Ale bym żałowała! Przepięknie położone ruiny (732 m n.p.m.) są ogromne i w sumie dobrze zachowane. To zdecydowanie najpiękniejszy zamek na wyspie, który może z powodzeniem stawać w szranki choćby z naszymi Orlimi Gniazdami (ja tam opinii o tym, że zamek Ogrodzieniecki jest jedną z najpiękniejszych ruin nie tylko w najbliższej okolicy będę bronić do upadłego), czy słowackim zamkiem spiskim. A widok na Kirenię… bajka!

Więcej o zamku St. Hilarion i naszej jednodniówce na Cyprze Północnym już wkrótce będziecie mogli przeczytać tutaj.

 

Lefkara

Taki cypryjski Koniaków, bo miasteczko słynie z koronek (ale koniakowskie jakieś większe wrażenie na mnie robią). Jest tam też pełno złotników. To co jednak nam podobało się najbardziej to klimatyczne uliczki, urocze zakamarki, żywe kolory połączone ze starymi, czasem walącymi się kamiennymi ścianami i uczucie wszechogarniającego nas dobrego humoru. No coś w tym miejscu jest i trzeba się o tym przekonać samemu. Do tego Lefkara jest bardzo dobrze przygotowana na przyjęcie turystów – od wjazdu do miasta aż po jego opuszczenie prowadziły nas drogowskazy, gdy nieco zbaczaliśmy z trasy od razu jakaś babulinka pokazywała nam, że mamy jeszcze iść tam i tam, koronkarki przed swoimi sklepikami pokazywały jak się robi koronki tylko po to, by za pół minuty już pokazywać te, które możemy kupić. No najbardziej profesjonalnie zorganizowany produkt turystyczny na Cyprze (tu się włączyła moja praca, naprawdę będę podawała jako godny naśladowania przykład przemyślanych działań).

 

Plaże

Najpierw dzieci były załamane. – Ale jak to z kamieniami??? Gdzie piasek? Długo żyły w przekonaniu, że piasku na Cyprze nie ma, a jak już jest to w śladowych ilościach na miejskich, wąskich plażach (beznadziejne są). Aż dotarliśmy w okolice Agia Napy! I wcale nie przeszkadzało im (nam), że plaże te nie są naturalnie piaszczyste. Były boskie. Na tyle ustronne (jak to przed sezonem, jupi!), bezpieczne, z płytka wodą przez długie metry. Dla nich zrezygnowaliśmy ze zwiedzania Salaminy.

Będzie i wpis o plażach. Jestem przekonana, ci z was, którzy pojadą na Cypr w sezonie, po tym wpisie będą nam zazdrościli.

 

Pafos

Chyba najbardziej przyjazne z odwiedzonych przez nas cypryjskich miast. Przyjazne, bo… otwarte. Jako że byliśmy tam przed sezonem i prawie na końcu wyjazdu, zdążyliśmy się przyzwyczaić, że część miejsc, które chcemy odwiedzić jest zupełnie pusta. Tak było wszędzie poza Pafos. Jak się okazało właśnie to miasto jest głównym centrum przyjazdowym angielskich i rosyjskich emerytów. Dzięki temu nawet w marcu tętniło życiem.

O miastach na Cyprze będzie osobny wpis, za niedługo przeczytacie go tutaj.

 

Farma osiołków

Tak, nie pomyliliście się. W końcu nasze wyjazdy to rodzinne wakacje. Z placami zabaw na Cyprze było słabo (są wszędzie, ale jakieś takie… średnie, jeden super był w Kirenii przy porcie), trzeba więc było wymyślić coś specjalnie dla dzieci. W zasadzie osiołki zobaczyliśmy przez przypadek, ostatniego dnia, jadąc do Lefkary, zobaczyliśmy znak. Osiołki mieliśmy oglądać na Półwyspie Karpas, ale tam nie dotarliśmy, wybraliśmy więc namiastkę. Warto było. Dla dzieci oczywiście, bo my byliśmy lekko, hmmm, zdziwieni. Najlepsza okiem Hani atrakcja Cypru to zagroda z osłami, obok niej mały plac zabaw. Dwie godziny tam siedzieliśmy, dzieci siłą zgarnęliśmy do aut, żeby nie spóźnić się na lotnisko (wszak trza było obiad jeszcze zjeść).

 

* * *

To oczywiście nie wszystkie zaplanowanych atrakcji. Mieliśmy ich w naszej wakacyjnej marszrucie więcej , ale wiadomo, podróże, szczególnie te z dziećmi, rzadko kiedy wyglądają tak jak w planie. Z miejsc, których nie widzieliśmy na pewno warto zobaczyć:

  • góry Troodos, a w nich niesamowite klasztory i kościółki (ojj żałuję, bardzo żałuję);
  • Salaminę;
  • półwyspy – Akamas i Karpas.

Dużo więcej czasu na pewno poświęciłabym też na Nikozję, o której w naszym zestawieniu wam nie napisałam, bo byliśmy tam bardzo krótko. Właściwie stolicę Cypru tylko przejechaliśmy i przeszliśmy na chwilę na turecką część. Zawitaliśmy tam dość wcześnie i miasto było jeszcze tak senne, że po godzinie byliśmy już w drodze do Kirenii. To zdecydowanie za krótko żebym sobie wyrobiła zdanie o mieście. I wtedy zadecydowałabym, czy wpisywać ją na listę największych atrakcji Cypru, czy może niekoniecznie.

* * *

Wszystkie nasze wrażenia z Cypru dostępne są tutaj.

8 Comments

  1. a propos Pafos – mnie się nie podobają takie miejsca pełne inostrańców 😉 i generalnie ja staram się oduczyć planowania wszystkiego, tylko dać się czasem ponieść spontanowi, bo te niezaplanowane rzeczy zwykle się wspomina najlepiej. Nawet z młodymi 😉 podróżnikami się da!

  2. Też jak byłam mała, byłam załamana plażami z kamieniami 😀 A teraz wolę kamienie od piasku, który wszędzie wchodzi. Co do odkrywania wyspy, to bardzo ciekawi mnie różnorodność kulturowa Cypru i to, w jaki sposób się przejawia 🙂

  3. Listopad, grudzień, styczeń i początek lutego spędziłam nad wybrzeżem Morza Karaibskiego, Zatoki Meksykańskiej i Oceanu Spokojnego. Wracając do Polski myślałam, że widok wielkiej wody mi obrzydł i muszę od niego na jakiś czas odpocząć. Patrzę jednak na zdjęcia ze Skały Afrodyty i niemal czuję zapach jaki unosił się w powietrzu (mam bardzo wybujałą wyobraźnię). Kamieniste plaże w okolicach Agia Napy, które opisujecie przypominają mi o plażach, na których wygrzewałam się w Chorwacji. Zdecydowanie bardziej podobają mi się kamieniste plaże od piaszczystych. Ogółem wpis ten przyjemnie „rozgrzał” barową pogodę panującą za moim oknem.

  4. Ładne zakątki, błękitne niebo i niebieskie morze – zachęca jak z folderów reklamujących wycieczki 🙂 Gdybym miała wybrać jedno z tych miejsc, zdecydowałabym się na Capo Greco. Pozdrawiam!

  5. Wszystko wydaje się być atrakcyjne, ale teraz najchętniej poleżałabym na plaży 🙂

  6. Pięknie. Mnie jakoś Cypr nie pociąga, ale waszymi oczami prezentuje się malowniczo 🙂

Dodaj komentarz