POLIN i spółka, czyli Warszawa da się lubić!

Warszawa była ostatnim punktem naszego tegorocznego urlopu. Loty do Modlina były sporo tańsze niż te do Katowic, więc tak przy okazji… Przecież każda powód do spotkania ze znajomymi jest dobry, prawda? Po raz kolejny przekonaliśmy się, że Warszawa naprawdę da się lubić, choć wysiadając w okolicach Centralnego zazwyczaj muszę to sobie 2-3 razy powtórzyć (ale halo, halo, przecież na co dzień przebywam w Katowicach, które wciąż zmagają się z – zupełnie nie zasłużonymi – niezbyt przychylnymi opiniami). Gdy idzie się „w miasto” jest już dużo lepiej. Tym razem spędziliśmy w Warszawie prawie dwa dni, ale ze względu na temperaturę (byliśmy w trakcie nieziemskich sierpniowych upałów, których na szczęście już nie pamiętamy) nie zwiedzaliśmy szczególnie dużo. Z naszych (moich) nieco rozdmuchanych planów zostały dwa punkty – POLIN, czyli Muzeum Historii Żydów Polskich i kawiarnia 8 stóp, a w niej spotkanie z w sumie dobrą znajomą z internetu.

POLIN rządzi

Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN to chyba jedno z lepszych i bardziej zapadających w pamięci polskich muzeów (niestety momentalnie w moim prywatnym rankingu polskich muzeów spadło otwarte całkiem niedawno i bardzo mi bliskie Muzeum Śląskie, do którego odwiedzenia jednak cały czas namawiam). Muzeum to jeszcze świeżynka – otwarto je 28 października 2014 r. Zbudowano je z rozmachem – sam budynek robi wrażenie.

Z wystawą jest podobnie. Trochę nie wierzyłam, że – jak twierdzą na swoich stronach muzealnicy – ciekawie przedstawiono tam 1000 lat historii polskich Żydów, ale faktycznie tak jest. Wystawę otwiera… las i legenda o przybyciu Żydów na ziemie Po-lin, czyli do krainy szczęśliwości. Dalej, w kolejnych salach przedstawiono etapy stosunków polsko-żydowskich. Skąd Żydzi w ogóle się w Polsce wzięli? Jak to się stało, że żyło im się u nas dobrze? Dlaczego w pewnym momencie naszych dziejów sytuacja się odwróciła? W ośmiu galeriach, które zajmują powierzchnię ponad 4 000 m2, pokazano jak Polacy i Żydzi potrafili ze sobą wspólnie żyć, ale również jakie wybuchały pomiędzy nimi konflikty. Pokazano wkład Żydów w naszą kulturę, dano przykłady asymilacji, ale też zachowań autonomicznych. Pokazano zarówno jasne, jak i ciemne karty naszej historii, z czasem eksterminacji i niechlubnych lat powojennej historii Polski. Na szczęście wystawa nie kończy się smutnymi wątkami, bo w przeplatającej się historii Polaków i Żydów cały czas jest również tendencja do wzajemnego szacunku i chęć poznania swych narodów. Przyznaję, że dawno z żadnej wystawy nie wyszłam z tak wielką liczbą refleksji i pewnością, że jeszcze nie raz tam wrócę.

 

8 sal, 8… stóp

Oglądając wystawę przechodzi się przez kolejne sale, podzielono czasowo i tematycznie: pierwsze spotkania (960-1500), Paradisus Iudaeorum (1569-1648), Miasteczko (1648-1772), Wyzwania nowoczesności (1772-1914), Na żydowskiej ulicy (1918-1939), Zagłada (1918-1939), Powojnie (od roku 1944 do dziś).

Muzeum jest – zgodnie z obecnymi trendami – multimedialne, dzięki czemu dobrze się w nim czują i dorośli, i dzieci. Hani podobało się, że wielu eksponatów mogła dotknąć. Do zrobienia miała również sporo zadań (wybiła spersonalizowaną monetę, do domu zabrała papier z własnoręczni odbitym motywem, naciskała dziesiątki guzików na ekranach itp.). Hubo, szczególnie w pierwszej części zwiedzania z zapałem biegał po muzealnych, dość dużych przestrzeniach i… przechodził od tyłu z jednej sali do drugiej (kto chce wiedzieć jak z lasu bezpośrednio przejść do 3 czy 4 sali, proszę na priv…). Na szczęści dla przetrwania ekspozycji, mniej więcej w 1/3 naszego zwiedzania padł… Szkoda tylko, że nie widział zrekonstruowanej synagogi w Grodźca, która zrobiła (nie tylko) na Hani piorunujące wrażenie.

Muzeum to jednak nie wszystko. Równie wielką „atrakcją” warszawskich wojaży było spotkanie mojej (dziś już naszej) koleżanki Kasi z jej synkiem Adasiem, którzy niektórym z was są pewnie znani jako Trzy Włóczykije (ten trzeci, czyli tata, dzielnie doprowadzał do stanu używalności samochód – też właśnie wrócili z urlopu). W sumie od kilku lat (jeszcze „przedblogowych”) znałyśmy się internetowo, w końcu znajomość doczekała się spotkania w realu. Padło na słynną wśród blogerów kawiarnia 8 stóp (a niestety chyba mało znaną wśród przeciętnych warszawiaków, bo odsyłali nas od Annasza do Kajfasza, aż w końcu… spotkaliśmy blogerów, którzy właśnie z 8 stóp wracali i uświadomili, że cały czas kręcimy się obok naszego miejsca docelowego).

 

Blogerskie spotkanie

W każdym razie, gdy już dotarliśmy to padło na to, że nie ruszymy się z kawiarni przez najbliższych kilka godzin. Po obiedzie my okupowaliśmy kanapy (Kamil nawet sprawdził jak się na nich śpi), a dzieciaki kącik dla nich przeznaczony, przede wszystkim mini sklepik i… ściankę wspinaczkową (chcą taką w domu).

[edit 2017] 8 stóp już niestety nie ma, w tym samym miejscu jest inna kawiarnia, podobno też „dzieciolubna”.

 

Jednak do 8 stóp nie poszliśmy z powodu owej ścianki. Cel był czysto towarzyski. Mnie z Kasią gadało się równie dobrze jak w sieci, a nasze dzieci się pokochały! Hubo był zauroczony Adasiem (w końcu mama przyprowadziła jakiegoś chłopaka, a nie same koleżanki Hani), a z przecieków wiem, że Adaś wybiera się w odwiedziny do Hanuli. Tak więc, Drogie Włóczykije, wciąż czekamy! I zapraszamy na Śląsk!

* * *

Informacje praktyczne:

POLIN. Muzeum Historii Żydów Polskich, ul. Mordechaja Anielewicza 6, Warszawa, www.polin.pl
Godziny otwarcia: poniedziałek, czwartek i piątek od 10.00 do 18.00, środa, sobota i niedziela od 10.00 do 20.00. We wtorek nieczynne. Ceny biletów sprawdzić można tutaj. W czwartki wystawę stałą można zobaczyć za darmo. Wypożyczenie audioprzewodnika – 10 zł.

Kawiarnia 8 stóp, ul. Ratuszowa 2, Warszawa-Praga, www.8stop.pl

12 Comments

  1. Przeczytałam z dużym zainteresowaniem, bo sama niedawno odwiedziłam Polin i mam podobne wrażenia- to muzeum i dla małych i dla dużych. Ja wyszłam zachwycona ekspozycją, jedna wizyta to zdecydowanie za mało, żeby wszystko odkryć. Pozdrawiam!

  2. Nam też było miło! Dzieciaki macie fantastyczne! Do następnego razu!

  3. Choć mieszkam pod Warszawą i w samej stolicy bywam stosunkowo często, to w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN nie miałam okazji jeszcze być.
    Generalnie Warszawę rzeczywiście da się lubić, jednak główną wadą tego regionu jest to, że brak gór a po horyzont jest płasko jak na stole. Stąd często uciekamy w inne, bardziej górzyste rejony Polski.

  4. Asia (Lisy w drodze)says:

    Cieszę się, że napisałaś o POLINIE, bo miałam go w planach, ale jeszcze nie zrealizowałam, chociaż po zdjęciach jeszcze bardziej złapałam na nie chęć:)

  5. Wstyd powiedzieć, ale jako mieszkaniec Warszawy nadal nie byłem we wzmiankowanym Muzeum… Na szczęście nadrabiam wizytami w 8 Stopach ;).

  6. Czytam o tym muzeum po raz kolejny i muszę się tam wybrać, pewnie w najbliższym czasie jak będę w Warszawie to się wybiorę.

  7. Warszawę bardzo lubię (tak samo jak Moskwę, Kiszyniów, Rygę, Tallinn i Amman) – te 6 stolic to chyba moje TOP 6, wszystkie są fajne 😉

  8. O fajnie że tez tam byliście! Ciekawa jestem czy widziałaś wcześniej nasz wpis 😉

Dodaj komentarz