Mila, najsłynniejsza szkocka ulica

Będąc w Edynburgu trzeba przejść się słynną Królewską Milą (Royal Mile),  czyli drogą wiodącą od Pałacu Królewskiego (Hollyrood Palace) i nowego szkockiego parlamentu aż do zamku. Jeśli chce się zobaczyć podstawowe atrakcje miasta nie ma wyjścia. Ich zdecydowana większość jest właśnie tam. Pomimo sporej dawki komercji  trakt zachował swój szkocki klimat, na pewno daleko mu do naszych Krupówek czy znienawidzonego przeze mnie Monciaka. My w okolicach Mili byliśmy kilkukrotnie, ale całą za jednym zamachem przeszliśmy raz (wystarczy). Nasza trasa wiodła od pałacu do zamku. Wg mnie tak jest ciekawiej.

Wyruszając, za sobą mieliśmy pałac królowej, po lewej parlament, a dalej wzgórze Artura.  Idąc dalej minęliśmy Canongate Kirk i zobaczyliśmy przylegający do niego cmentarz (jak już wiecie z tego wpisu, uwielbiam takie cmentarze). Idąc dalej po prawej stronie było People’s Story Muzeum (weszliśmy, ale ze zwiedzania zrezygnowaliśmy, bo tego dnia byliśmy z wózkiem, a muzeum niedostosowane), po lewej – historii miasta, do którego na chwilę weszłam z Hanulą (Hubo poszedł na zasłużoną drzemkę).  Nieco dalej Hania znalazła coś nie tylko dla siebie – słodką manufakturę, w której skusiliśmy się na ręcznie wyrabiane karmelki  (szkoda, nie organizują pokazów, to byłby hit). Po drodze zobaczyliśmy oczywiście kilkanaście wystaw szkockich pamiątkarni oraz… dwa sklepy z bożonarodzeniowymi ozdobami  (nie do końca rozumiem ideę, ale z ciekawości weszliśmy do środka). Dalej było Muzeum Dzieciństwa i… knajpka z nadziewanymi ziemniakami (gdy już nasz zjedliśmy, przypomniałam sobie, że w Rybniku też mamy coś… musimy się tam wybrać).

Im szliśmy dalej, tym robiło się tłoczniej. To znak, że byliśmy coraz bliżej wzgórza zamkowego. Z metra na metr było coraz więcej grajków i ulicznych artystów,  jeszcze więcej niż zwykle, bo właśnie zaczynał się Festiwal Fringe, który miał zawładnąć miastem na cały sierpień (m. in. przez te tłumy my z dzieciakami już się w okolicy zamku nie pojawiliśmy,  ale fajnie było mieć porównanie sprzed i w trakcie trwania festiwalu. Faktycznie na imprezę przyjechały do Edynburga tłumy). Oglądając występy grajków, teatralnych trup i magików minęliśmy tajemnicze Mary King’s Close, Camera Obscura i Scotch Whisky Experience. Tam nie wchodziliśmy, bo spieszyło nam się… do parku pod zamkiem. Jednak wyjazdy z dziećmi mają swoją specyfikę – tak, tam był obiecany dzieciom plac zabaw.

Zwieńczeniem Mili jest zamek. To ikona Edynburga, pojawiająca się chyba na 80% pocztówek. Nie tak majestatyczny jak go sobie wyobrażałam, ale za to z pięknymi widokami rozpościerającymi się z jego murów (niestety większość z nich była obstawiania festiwalowymi trybunami i nie można było do nich dojść). Jednak świadomość, że wzniesiono go w kraterze wygasłego wulkanu robi wrażenie.

Zanim dzieciaki mogły się wyszaleć na huśtawkach, trzeba było ze wzgórza zejść… Schodząc stromymi uliczkami widzieliśmy już znane nam miejsca – Wieżę Waltera Scotta i wielkie koło młyńskie, park rozciągający się w niecce dawnego jeziora i galerię, by w końcu trafić do parku. Dzieciaki jako bonus miały przejażdżkę wiktoriańską karuzelą o istnieniu której wcześniej nie wiedzieliśmy.

Choć Królewska Mila ma tylko nieco ponad 3 km długości (2 mile) spokojnie można na niej spędzić cały dzień. Gdy ją przejdziecie możecie powiedzieć, że byliście w Edynburgu. Polecam!

* * *
O naszych szkockich wakacjach będzie na blogu zdecydowanie więcej. Wszystkie wrażenia z Edynburga znajdziecie tutaj.

Basia||Podróże Hani

Żona Kamila, mama Hani i Huberta. Zza biurka związana z turystyką, pisząc bloga stara się przekonać, że podróżowanie to chyba najlepszy sposób spędzania wolnego czasu. A podróżowanie z dziećmi to największa przygoda. Trzeba się tylko pozytywnie nastawić i... w drogę. Szczególnie, że przygoda czai się naprawdę za każdym rogiem!

9 Comments

  1. Wszystko wspaniałe, ale najbardziej urocze te domki i schody na górę:)

  2. Faktycznie, zamek i jego okolica bardzo piękna… taka klimatyczna, wręcz bajkowa.

  3. bardzo przyjemna okolica 🙂 no i 3 kilometry to pikuś do przejścia, z dzieckiem pewnie trochę dłużej, ale dla mnie – spokojnym spacerem – jakaś godzina i zaliczone, a takie przechadzki bardzo lubię 🙂

  4. Jak na główny szlak wcale nie tak kiczowaty. Ot, przyzwoite atrakcje na trasie. Zamek w Edynburgu na pocztówkach robi wrażenie. Szkoda, że na żywo lekko Was rozczarował.

  5. Sporo się nasłuchałem dobrego od znajomych na temat Szkocji. Mówili – jedź, super widoki, niesamowite miasta i miasteczka. Muszę w końcu spróbować! A jak tam nastroje po referendum, które jednak nie dało Szkocji niepodległości?

    • Nie wiem jak nastroje, bo jednak z racji pobytu u siostry męża przebywałam bardziej w polskim niż szkockim środowisku (zresztą Polaków jest tam multum, więcej polskiego niż angielskiego na ulicy), ale niektóre okna nadal (w sierpniu) były oplakatowane

Dodaj komentarz