Co najbardziej zaskoczyło nas w Londynie? Parki!

To że Londyn parkami stoi wiedziałam. Ale nie spodziewałam się, że zrobią na nas aż takie wrażenie. W zasadzie cały nasz pobyt moglibyśmy w nich przesiedzieć – piknikować, karmić wiewiórki (choć podobno się nie powinno) i kaczki, oglądać rośliny, biegać za psami, bawić się na placach zabaw. W sumie w parkach spędziliśmy dwa z niecałych 4 dni, które spędziliśmy w stolicy Wielkiej Brytanii.

Jak się okazuje, Royal Parks of London zajmują łącznie ok. pięć i pół tysiąca akrów (czyli 22 km kwadratowe). Część z nich w samiutkim centrum wielkiego Londynu (wyobrażacie sobie jakie ceny miałaby ta ziemia, gdyby chcieć ją sprzedać?)! To osiem parków (najsłynniejszy, czyli Hyde Park oraz Kensington Gardens i St. James Park – w nich byliśmy, do tego: Greenwich Park, Green Park, Bushy Park, Regent’s Park i Richmont Park). Dlaczego parki mają w nazwie Królewskie? A to dlatego, że swego czasu ich tereny były włościami władców Anglii i Wielkiej Brytanii i służyły im jako miejsce spędzania wolnego czasu (przede wszystkim na polowaniach). Dopiero później rodzina królewska postanowiła się „podzielić” owymi włościami z poddanymi i udostępniła je wszystkim mieszkańcom. Przyznaję, że umieją z tej dobroci korzystać – piknikują (widok facetów w garniakach jedzących lunch na trawie jest bezcenny), uprawiają sporty (nawet jeżdżą konno), randkują lub po prostu siedzą z książką. Godziny spędzane w parkach są na trwałe wpisane w styl życia londyńczyków, bardzo im tego zazdroszczę.

Park Kensington

Do Parku Kensington weszliśmy od strony imponującego Albert Memorial, czyli pomnika upamiętniającego księcia Alberta, męża królowej Wiktorii. Trochę piknikowaliśmy a potem ruszyliśmy na spacer, w stronę Pałacu Kensington.
Niestety do niego nie dotarliśmy. Przed nim był mały staw i pełno kaczek i łabędzi (pewnie domyślacie się reakcji dzieciaków). Idąc w jego stronę przez chwilę poczuliśmy się jak na wsi. Wokół nas była cisza, spokój i wysoka trawa.
20150730_155633
20150730_160713
Szliśmy, szliśmy i w zasadzie już mieliśmy wracać, gdy… zobaczyliśmy najlepszy plac zabaw na jakim byliśmy (a trochę doświadczeń już w tym temacie mamy). To poświęcony pamięci tragicznie zmarłej księżnej Princess Diana Memorial Playground, popularnie zwany placem zabaw Piotrusia Pana. Spędziliśmy tam… naprawdę sporo czasu 😉 To jedna z atrakcji alei poświęconej księżnej, która biegnie przez wszystkie 4 położone w centrum Londynu Królewskie Parki.

St. James Park

Kolejnego dnia, po tym jak spóźniliśmy się na zmianę warty (jak zwykle, musimy popracować nad punktualnością), mieliśmy dylemat. Przy Pałacu Buckingham są dwa parki – St. James Park i Green Park. Padło na ten pierwszy. Park jest bardziej kameralny (choć i tak wielki), w jego centrum znajduje się jezioro z dwiema wyspami – West i Duck Island. Można karmić sporo zwierząt – kaczki, łabędzie, wiewiórki. Park położony jest wśród samych zabytków – leży pomiędzy Pałacem Buckingham a Whitehall i Downing Street. Chyba każdy turysta spędzi w nim choć kilka minut. My urządziliśmy sobie tam dłuższy postój, na drzemkę… chłopaków.

Hyde Park

Byliśmy jeszcze – oczywiście – w Hyde Parku. Piszę o nim na końcu, bo najmniej mi się podobał (czego się nie spodziewałam). Jest najbardziej znany i położony w samiutkim centrum Londynu, więc siłą rzeczy tłumy są tam przeogromne (i wariaci rowerzyści kompletnie niezwracający uwagi na pieszych, momentami myślałam, że nas przejadą, serio). Widać je pomimo tego, że park ma 159 ha powierzchni! W Hyde Parku piknik urządziliśmy przy fontannie poświęconej pamięci księżnej Diany (jeden z przystanków na alei jej imienia). Przyznaję, że nie taka, jakiej się spodziewaliśmy. Tym razem Hubo był w siódmym niebie, nie przeszkadzała mu ani temperatura, ani fakt, że woda była naprawdę chłodna (by nie napisać, że lodowata). Piknikiem przy fontannie rozpoczęliśmy angielsko-szkockie hartowanie dzieci.
Po drodze mijaliśmy jeszcze spore jezioro Serpentine, na którym pływały rowerki wodne, długo trzeba było dzieciom tłumaczyć, że tym razem z nich nie skorzystamy.
  No i najważniejsze – w Hyde Parku spotkaliśmy się z Zarą i jej rodzicami oraz z moją znajomą, Marzeną (tak, ludzie się liczą, nie miejsca!).

Basia||Podróże Hani

Żona Kamila, mama Hani i Huberta. Zza biurka związana z turystyką, pisząc bloga stara się przekonać, że podróżowanie to chyba najlepszy sposób spędzania wolnego czasu. A podróżowanie z dziećmi to największa przygoda. Trzeba się tylko pozytywnie nastawić i... w drogę. Szczególnie, że przygoda czai się naprawdę za każdym rogiem!

11 Comments

  1. W Londynie byłem 3 razy i faktycznie dowiedziałem te parki ale na mnie wielkiego wrażenia nie zrobiły. .. może dlatego ze nie podróżuję z dziećmi, one mogą zmienić pogląd bardzo… 🙂

  2. Byliśmy w Londynie, ale każdy z nas miał odmienne zdanie na temat tego miasta. Zatrzymaliśmy się nawet blisko Hyde Park. Jedno z nas mogłoby tam nawet zamieszkać, w końcu nikt nie musi mieszkać w centrum miasta, a obrzeża też są piękne i znajdzie się wiele ciekawych miejsc, gdzie można odpocząć. Fajnie, że pogoda Wam dopisała, u nas niestety deszczowo, szczególnie w pierwszy dzień.
    P.S. dzieciaki cudaki! świetne <3

  3. Studiowalam w Anglii i właśnie najlepiej wspominam parki. A dlaczego? Bo sa zrobione ale ludzi. Moja mama jak przyjeżdzała w odwiedziny też zachwycała się parkami w Anglii.

  4. Wow, faktycznie trochę tego jest, aż się nie spodziewałam. Myślę, że chociaż jeden uda mi się odwiedzić w następny weekend. Dzięki za info:)

  5. Bardzo lubię jak w miastach jest dużo parków. Tak samo mamy w Katowicach i ogólnie na Śląsku. Oczywiście nie na tę skalę, bo Londyn jest znacznie większy, ale zieleni nam nie brakuje. A tak przy okazji przeurocze dzieciaki 🙂

    • Ogólnie na Śląsku jest ogrom zieleni, my to wiemy 🙂 Ale to nie to samo, londyńskie parki są zaplanowane z myślą o ludziach i to widać. U nas takiego planowania brakuje. A dzieciakom przekażę 😉

Dodaj komentarz