11 miejsc, które sprawiły, że zapamiętamy Edynburg

Przyznaję, że prawie dwa tygodnie w Edynburgu to był super spędzony czas. Wiadomo, gdybyśmy się postarali to w tym czasie zwiedzilibyśmy całą Szkocję. My tymczasem szwędaliśmy się po mieście, w niektórych miejscach byliśmy po kilka razy. A i tak wszystkiego nie zobaczyliśmy! Część, sprytnie, zostawiliśmy sobie na kolejną wizytę. No bo przecież jeszcze tam wrócimy, prawda? Ciekawe czy odpowiedź Łucji i Łukasza, którzy nas gościli, jest równie twierdząca 😉 Przyznaję, że dzieciaki momentami dawały cioci lekko do wiwatu, ale cóż… przecież sama nas zapraszała 😉 Wróćmy jednak do Edynburga. Jest w nim coś godnego uwagi? Ano jest! I to tyle, że spokojnie można spędzić tam intensywny turystyczny tydzień, jak nie dwa. Serio. My nie przesadzaliśmy (choć Kamil oczywiście ma nieco inne niż ja zdanie), ale zobaczyliśmy naprawdę sporo (sami się przekonacie, gdy w końcu zasypię was edynburgsko-londyńskimi tekstami). Dziś przedstawiam wam moje TOP 11 Edynburga, czyli miejsca, które każdy szanujący się turysta powinien zobaczyć (ja wszystkiego nie widziałam…). Wiem, że trochę dziwnie, ale naprawdę nie umiałam się ograniczyć do wskazania jedynie 10 (i tak część atrakcji zostawiłam sobie na wpis pod kątem najmłodszych turystów). Kolejność opisywania poszczególnych atrakcji jest zupełnie przypadkowa.

Wzgórze Artura (Arthur’s Seat)

No dobra. Arthur’s Seat nie bez przyczyny jest pierwsze. To mój absolutny hit tego wyjazdu (Kamila zresztą też). Po raz kolejny okazało się, że owszem, turystyka miejska to jest to, co lubię, ale góry (nawet tak malutkie jak ta) po prostu kocham 😉 By dojść pod Arthur’s Seat potrzebowaliśmy jakieś pół godziny, bez dzieci (sprawdziłam!) – kwadrans. Wejście to godzinka. Zanim minie poczujecie się jak w a) Bieszczadach (normalnie połoniny) lub b) na fiordach (mini, ale jednak). Nikomu nie przeszkadza, że to tylko 250 m n. p. m. Wyobraźnie rozpala też to, że to właśnie na szczycie tego wzgórza miał stać Zamek Camelot. Jest pięknie i już! I w zasadzie od początku wchodzenia można podziwiać nieziemskie widoki. Pewnie się nie zdziwicie jeśli napiszę, że weszłam tam dwa razy?

 Wzgórze Calton…

…i inne miejsca widokowe (tu można ponownie się wspiąć na Arthur’s Seat ;)). Edynburg (a właściwie odwiedzający o turyści) ma to szczęście, że z wielu miejsc rozpościerają się niepowtarzalne widoki. Panoramę miasta najpierw zobaczyliśmy ze Wzgórza Calton. Z tego wzgórza żegnaliśmy się też z miastem. Całą drogę zastanawiałam się kim owy Calton był. I wiecie co się okazało? Napiszę to w osobnym wpisie, miejsc widokowych jest w Edynburgu z kilkanaście.

Królewski Ogród Botaniczny (Royal Botanic Garden)

Ogród jak ogród, ładny, ale szału nie ma. Za to będąca jego częścią palmiarnia – wow! Myślałam, że z niej nie wyjdę, szczególnie, że Hubo raczył sobie zasnąć w nosidle i mogłam sobie w spokoju pochodzić i porobić zdjęcia. A jak weszłam do do pawilonu z liliami wodnymi to autentycznie mnie zatkało (ale o tym NA PEWNO będzie osobny wpis). Pół dnia tam spędziliśmy.

 Muzeum Szkockie (National Museum of Scotland)…


i inne muzea i galerie. W Muzeum Szkockim jest wszystko. Można powiedzieć, że szwarc, mydło i powidło, ale eksponaty są naprawdę ciekawe. Żeby przejść przez wszystkie ekspozycje trzeba mieć naprawdę dużo czasu, jeden dzień nie wystarczy. My skupiliśmy się na zwierzętach i wystarczyło (znowu był dinozaur). Gdybym była bez dzieci pewnie przyszłabym tam jeszcze z dwa razy 😉 W ogóle w Edynburgu jest multum muzeów i galerii. Odwiedziliśmy jeszcze kilka (choć zbiory – przyznaję – zobaczyliśmy dość pobieżnie, wyjątkiem było… Muzeum Dzieciństwa ;P). Co ważne, wstęp do większości muzeów jest darmowy.

Królewska Mila (King’s Mile)

Trakt, przy którym znajduje się większość miejsc, które powinno się zobaczyć w Edynburgu. Polecam przejście od strony Pałacu Królewskiego (Hollyrood Palace) i nowego szkockiego Parlamentu w górę. Tak jest ładniej 😉 Na drugim krańcu Mili znajduje się słynny edynburski zamek. A pomiędzy nimi jeszcze m. n. Muzeum Historii Edynburga, Muzeum Dzieciństwa i jeszcze kilka innych bardziej lub mniej ciekawych miejsc.

Zamek

Wizytówka Edynburga. Dostojnie wznosi się nad miastem. Usadowiony na wysokiej i niedostępnej skale. Szczerze napiszę, że myślałam, że zrobi na mnie większe wrażenie. Może zbyt dużo wymagam (albo naoglądałam się zdjęć z photoshopa). Niemniej jest ikoną i trzeba w jego okolicach się pojawić. My byliśmy pod samymi murami (ładne miejsca widokowe można znaleźć), ale do środka nie wchodziliśmy. Wybraliśmy… plac zabaw z widokiem na zamek 😉

 

 Cmentarze

Może i dziwne, ale ja uwielbiam stare klimatyczne cmentarze.Jest ich w Edynburgu sporo. Widać je np. ze Wzgórza Carlton. Można je nawiedzić spacerując Milą, można po drodze na Wzgórze Artura. Zawsze takie same – pełne zieleni, starych historii i tajemniczości.

 Wyspa Cramond

Wyspa na obrzeżach miasta. Gdy jest odpływ (a jest codziennie, trzeba tylko trafić w odpowiednią porę) można się na nią dostać suchą stopą. Jest też wtedy mnóstwo muszelek, które Hania skrzętnie zbierała. W ciągu kilku godzin wody przybywa i wyspa zostaje odcięta od świata. Z „mostu”, którym szliśmy w stronę Cramond zostają już tylko wystające falochrony. I tak dzień w dzień. Dodatkową atrakcją są naprawdę często i naprawdę nisko przelatujące samoloty 😉

Pentlandy

Kolejne góry w mieście, ale już naprawdę na jego obrzeżach (miejskim autobusem jechaliśmy prawie godzinę, dzieci się cieszyły ;)). Znowu poczułam się jak w Bieszczadach. Tym razem weszliśmy (przynajmniej tak mi się wydaje, nie powiem, żeby turystyczne oznakowanie było w Szkocji jakieś rasowe ;p) na nieco wyższe wzniesienie – Allermuir Hill (493 m n. p. m.). Wiało niemiłosiernie, ale warto było – widoki znowu były cudne. Ze szczytu widzieliśmy stadko (no dobra, kilka sztuk) szkockich krów, ale pomimo długiego pościgu nie udało nam się do nich podejść (wniosek? musimy wrócić).

* * *
Warto jeszcze zobaczyć dwa miejsca, w których my nie byliśmy:

 Fourth Bridge

http://www.visitscotland.com/cms-images/84568/91083/92017/jan-2015/forth-bridge
źródło: www.visitscotland.com

 

Nowość na liście UNESCO. Do tego industrialna perełka. Żałuję, że nie zobaczyłam tego mostu, ale nie chciałam tam taszczyć dzieciaków, a po naszych codziennie robionych kilkunastu kilometrach najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się z mieszkania wychodzić drugi raz. Mnie muszą wystarczyć zdjęcia, wy koniecznie pojedźcie.

The Scotch Whisky Experience

http://www.visitscotland.com/wsimgs/imageresizerCA4W44NH.jpg%5BProductMain%5D
źródło: www.visitscotland.com

 

Coś dla wszystkich ciekawych tego jak naprawdę wytwarza się narodowy szkocki trunek. Tam też mieliśmy iść bez dzieciaków, ale – ku mojemu zdziwieniu – Kamil miejsce oprotestował… Stwierdził, że w zasadzie proces wytwarzanie whisky jakoś specjalnie o nie interesuje. Zdziwiłam się, bo ja, podobnie jak do browarów, z chęcią bym poszła. Wychodzi, że nie znam męża 😉

* * *

Jeśli byliście w Edynburgu, pewnie dodacie do tej listy coś swojego. Jeśli nie, mam nadzieję, że spis was zainspiruje – tanie (choć nie tak tanie jak np. do Londynu) loty z Polski są i do samego Edynburga, i do Glasgow (też polecam, ale o tym będzie inny wpis).
* * *
O naszych szkockich wakacjach będzie na blogu zdecydowanie więcej. Wszystkie wrażenia z Edynburga znajdziecie tutaj.

Basia||Podróże Hani

Żona Kamila, mama Hani i Huberta. Zza biurka związana z turystyką, pisząc bloga stara się przekonać, że podróżowanie to chyba najlepszy sposób spędzania wolnego czasu. A podróżowanie z dziećmi to największa przygoda. Trzeba się tylko pozytywnie nastawić i... w drogę. Szczególnie, że przygoda czai się naprawdę za każdym rogiem!

5 Comments

  1. A czy możemy liczyć na relację z innych części Szkocji?
    My w czerwcu również odwiedziliśmy tę piękną krainą, choć byliśmy w sumie tylko tydzień, a na Edynburg przeznaczyliśmy jedynie 1.5 dnia. Trzeba tam wrócić 🙂

    • Basiasays:

      cześć! w końcu mam możliwość dodania odpowiedzi 😉 niestety tym razem skupiliśmy się na Edynburgu, po prostu nie mieliśmy do dyspozycji samochodu (może następnym razem będziemy mieć auto)

  2. No pięknie! Okazuje się że jednak niewiele widziałam – ale jak się zwiedza miasto jeden dzień, to trudno zobaczyć wszystko… Piękne zdjęcia! A jedyne moje pocieszenie Fourth Bridge widziałam 😉 Imponujący!

  3. Fajne spojrzenie na rzecz, każdy powinien przeczytać również zaznajomić się z tematem.
    Producent placów zabaw

Dodaj komentarz