Podpłomyki w Chlebowej Chacie

Spodziewaliście się wpisu poweekendowego? Będzie, ale dopiero za jakiś czas. Dziś jeszcze wspomnienie majówki. Jedno z lepszych. Chlebowa Chata w Górkach Małych, niedaleko Brennej. Byłam tam dawno temu, pisałam nawet o niej w Maszketach, a tym razem były tam i dzieciaki. W końcu, bo wyjazd był kilkukrotnie odwoływany (te choroby…). Chaty, choć budynek jest dość niepozorny i schowany za innymi zabudowaniami, nie da się ominąć. Jadąc główną drogą przez Górki trafi się na pewno. Jak już dojedziecie, jestem pewna, że Chlebowa Chata będzie w waszym TOP 10 najlepszych miejsc na rodzinne wyprawy.

My – oczywiście – byliśmy trochę spóźnieni, więc od razu zasiedliśmy na drewnianych ławach, by wysłuchać dość długiej pogadanki o tym, jak to dawniej się żyło. Pomimo, że wszystko trwało z pół godziny (może i więcej), dzieciaki się nie nudziły. Po pierwsze nasza gospodyni mówiła bardzo ciekawie, co chwilę pokazując zgromadzone w kuchni przedmioty.

Po drugie – kompletnie nie przeszkadzało jej (innym zwiedzającym, w zdecydowanej większości przybyłym również z dziećmi, ale starszymi.. również) ADHD Huba, który musiał wejść pod ławę i spenetrować najdalsze zakątki izby (no przecież musiał sprawdzić, czy w byfyju kogoś nie zamknięto…).
Po kilkunastu minutach jego uwagę przyciągnął stojący w centralnej części kuchni piec… Trafiła nam się nie lada gratka – Panie akurat wkładały do niego bochenki chleba. Te wcześniej upieczone można było kupić pod koniec zwiedzania (pyszny był ten chleb!).

 

 

Chlebowa Chata – pieczemy podpłomyki

Po części pierwszej, ciekawej acz teoretycznej, było coś co nie tylko moje dzieci lubią najbardziej – warsztaty! Zrobione przez nie podpłomyki były banalnie proste. A w połączeniu z domowym masłem miodem lub smalcem i zbożowe kawą – niebo w gębie! Bo Chlebowa Chata to nie tylko izba tradycji, to prawdziwa wycieczka w przeszłość, do czasów dzieciństwa rodziców i dziadków.

 

 

Dzieciaki z ochotą przystąpiły do pracy. Hubo niestety przesolił, ale rodzice i tak zjedli podpłomyki z apetytem 😉

 

 

Cieniutkie placki były tylko na chwilkę wkładane do wielkiego kaflowego pieca. Od razu zrobiły się w nich napompowane „poduszeczki”. Dzieciaki z zaciekawieniem oglądały ten proces 😉 A potem czym prędzej zabrały się do konsumpcji. I my też!

 

 

Zajadaliśmy chętnie, szczególnie, że do podpłomyków podano domowe smakołyki – miód z własnej pasieki, przepyszny smalec i masło. Do tego zbożowa kawa, która mnie przypomniała czasy zerówki (też piliście ją w przedszkolu?). Nie obyło się bez dokładek 😉

 

 

Chlebowa Chata – jak się pracowało na wsi

Najedzeni poszliśmy dalej, do stodoły. Nasze miejskie dzieci zobaczyły różne rodzaje zbóż i stare rolnicze narzędzia, a mama została zagoniona do prac polowych!

 

 

 

W programie mieliśmy jeszcze zapoznanie z życiem pszczół i sposobem wytwarzania miodu, ale Hubo był już marudny i odpuściliśmy. Na koniec dzieciaki oglądały zwierzątka, ale Hubo ubłagał naszego gospodarza żeby jednak jednego króliczka wyjął z klatki (ja nie wiem jak on to robi, ale zawsze udają mu się takie akcje ;p). Oj była zabawa.

 

 

Na pewno do Chlebowej Chaty wrócimy gdy Hubo będzie mniej broił i więcej korzystał z kulinarnych atrakcji miejsca. Mam nadzieję, że już za rok.

* * *
Informacje praktyczne:

Chlebowa Chata, ul. Breńska 113, Górki Małe, www.chlebowachata.pl
Bilety: 7, 14 lub 20 zł w zależności od wybranej wersji zwiedzania (samo „gadanie”, dodatkowo podpłomyki, a w wersji full wypas – również ubijanie masła, oddzielanie śmietany od mleka i robienie twarogu). Czas zwiedzania oscyluje pomiędzy 1,5 a 3 godziny. Turyści indywidualni są dołączani do grup (musi być co najmniej 10 osób).

3 Comments

  1. Mamadwójkisays:

    Dzieciaki wbrew pozorom uwielbiają takie miejsca! Niezależnie od tego w jakim są wieku! Czekam na inne inspiracje do weekendowych wyjazdów z dziećmi 😉

  2. Czemu wbrew pozorom? 😉 lubią i już 😉

  3. Czemu wbrew pozorom? 😉 lubią i już 😉

Leave a Reply