Śląskie Betlejem czyli żywa szopka w Strumieniu

Szopkowego maratonu ciąg dalszy. To chyba jedna z moich ulubionych bożonarodzeniowych tradycji. Hanka już złapała bakcyla, tata i Hubi… się dostosowują. Tegoroczne tour „śląskie szopki bożonarodzeniowe” zaczęliśmy od Strumienia i tamtejszego Betlejem. To największa żywa szopka w okolicy, dla dzieci niesamowita frajda.

Byliśmy tam i w zeszłym roku (klik), ale tym razem było zupełnie inaczej. Nie było tłumów (można powiedzieć, że byliśmy jednymi z nielicznych zwiedzających), więc w spokoju mogliśmy pooglądać wszystkie zwierzęta i zrobić zdjęcia (nie zwracając uwagi na ADHD, które zawsze w takich chwilach ujawnia się w Hani, która musi zobaczyć wszystko już/teraz/natychmiast ;p).

Było też jedno, spore zaskoczenie – NIE BYŁO WIELBŁĄDA CZESIA (krowy też, ale jej brak Hanka przyjęła spokojniej). Zaniepokojeni udaliśmy się do Panów Strażników. Na szczęście nie sprawdziło się najgorsze przypuszczenie – Czesiu żyje! Ale został sprzedany w okolice Częstochowy, więc w Strumieniu już go nie będzie można zobaczyć 🙁 Miejsce uwielbianego przez wszystkich wielbłąda zajęły strusie. Też fajne, ale Czesio jednak był wyjątkowy.

Tak jak zwykle zwierzęta czekały na nas w kilku „domkach”. Hania wiedziała już o co chodzi, Hubi w większości przypadków pierwszy raz świadomie na zwierzątka reagował. Ale się działo! 😉

Najpierw oglądaliśmy ptactwo.Najbardziej interesujący był paw, który nie chciał pokazać głowy. Na szczęście po jakimś czasie udało się zobaczyć go w pełnej okazałości (tego dnia widzieliśmy jeszcze jednego, kilkanaście kilometrów dalej, ale o nim będzie kiedy indziej).

 

Tak, kucyk to było to! Podobał się i Hubikowi i Hanuli.

 

W kolejnym „domku” była właściwa stajenka. Po raz pierwszy dokładnie pooglądaliśmy figury, w zeszłym roku trudno się tam było dopchać. Są tylko figury Świętej Rodziny, ale to nie przeszkadza – przecież w tej szopce i tak najważniejsze są zwierzęta.

 

 

Dalej były już większe zwierzaki. Owce, alpaki, sarenki, strusie, konie… Kilka razy przeszliśmy pomiędzy ich wybiegami i… zrobiło się zimno 😉 Trzeba było się zbierać.

 

 

 

 

 

W Strumieniu byliśmy przed południem i to chyba jest najlepsza pora na przyjazd. Tłumów nie ma, są wolne miejsca parkingowe, panowie pilnujący zwierząt mają czas, by porozmawiać (sypią ciekawostkami i strumieńskimi plotkami jak z kapelusza, więc warto się przy nich zatrzymać). Zwierzęta nie są jeszcze zmęczone całodziennym obcowaniem z dziećmi) Polecamy!

* * *
Strumieńskie Betlejem można oglądać do 11 stycznia. Czynne jest codziennie od 8.00 do 21.00. Wstęp jest bezpłatny, można jednak wrzucić co nieco do skarbonek-uli.

[EDIT: GRUDZIEŃ 2016] W tym roku szopki nie będzie, nie wiadomo czy żywa szopka przy kościele św. Barbary w Strumieniu będzie jeszcze organizowana.

1 Comments

  1. Strumieńskie Betlejem odwiedzamy co roku, to już taka nasza rodzinna tradycja. W tym roku brakowało nam wielbłąda Czesia, który zawsze był niejako wizytówką szopki w Strumieniu.

Dodaj komentarz