Dzień na Malcie

Poznańskich przygód Hani ciąg dalszy. W tamtejszym ogrodzie zoologicznym byliśmy dwa lata temu, ale wybraliśmy się znowu. Tak to już jest, że w każdym zoo jest co najmniej jeden „zwierzęcy” przebój – w Poznaniu to słoniarnia. Spędziliśmy przy niej naprawdę dużo czasu. Najpierw jednak trzeba było tam dojechać. Maltanką, czyli słynną poznańską kolejką wąskotorową.

Szczerze powiedziawszy moim ukochanym Rudom nie dorasta do pięt, ale przejażdżka i tak była miła.

Trzeba pamiętać, żeby – szczególnie w weekendy – być na miejscu sporo czasu przed odjazdem. Zdarza się, że niektórzy chętni zostają na peronie 🙁

Hubi po raz pierwszy jechał wąskotorówką (Hania tą maltańską też ;p).

 

No ale najważniejsze tego dnia było zoo. Odwiedzenie go w środku tygodnia ma kilka zalet – przede wszystkim jest taniej i jest MAŁO LUDZI 🙂

Nasz długi spacer zaczęliśmy od mini zoo, czyli zagród z udomowionymi przez człowieka zwierzakami.

 

 

Największym zainteresowaniem Hani cieszyły się maleńki źrebaczek i… puchate kury 😉

 

W zoo jest dość dużo chodzenia, odległości pomiędzy poszczególnymi zwierzętami są spore. Ich wybiegi też, co z jednej strony jest fajne, z drugiej jednak często nie udało nam się ich mieszkańców zobaczyć, bo… sobie gdzieś poszły 😉 My np. mamy pecha do kangurów – to już drugie zoo, w którym się nam nie pokazały. Zebry zobaczyliśmy dopiero za drugim podejściem, a niedźwiedź był na tyle daleko, że Hania do końca nie wie jak wyglądał 😉 Łącznie do zobaczenia jest 68 gatunków (prawie 2 500 zwierząt!).

 

 

 

 

W całym zoo mnie najbardziej podobały mi się… motyle. Motylarnia jest malutka, ale naprawdę warto do niej wejść. Można to zrobić tylko pomiędzy majem a sierpniem.

 

A tak wyglądają dojrzewające motyle. Co ciekawe, do zoo przychodzą paczki z ich poczwarkami (są hodowane na specjalnych farmach). W Poznaniu tylko dojrzewają i cieszą oko zwiedzających 😉

 

Przebojem zoo jest słoniarnia. Słonie mają się tam naprawdę dobrze 😉 Są duże i majestatyczne.

 

 

 

Dopiero tego dnia się dowiedziałam, że kursujący po zoo pociąg jest darmowy (zawsze szkoda mi było kasy na takie przejażdżki ;p). No więc (korzystając z tego, że się rozpadało)… pojechaliśmy 😉

I wiecie co? Okazało się, że pomimo ponad 3 godzin przechadzania się po zoo, zobaczyliśmy może nie połowę, ale na pewno nie wszystkie zwierzaki. Pociąg jechał alejkami, o których istnieniu nie mieliśmy pojęcia (niestety zoo nie ma ulotek z mapką, a całościowa mapa jest tylko przy wejściu – trzeba pamiętać, żeby zrobić jej zdjęcie. My… zapomnieliśmy). Nie widzieliśmy żubra, saren, nosorożca, części ptaków… Musimy więc jeszcze kiedyś przyjechać…

* * *
To nie pierwsze zoo Hani (ba, nawet nie Huberta!). O innych ogrodach zoologicznych poczytacie tutaj.

* * *
Informacje praktyczne:
Kolejka Maltanka, Bilety: 4 zł (do 16 lat), 6 zł i 18 zł (rodzinny). Uwaga! Płaci się za każde, nawet najmniejsze dziecko 🙁 Rozkład można znaleźć tutaj.

Nowe Zoo Poznań, ul. Krańcowa 81, Poznań, www.zoo.poznan.pl
Bilety: w tygodniu 15/8/35 zł (normalny/ulowy/rodzinny), weekendy i święta 20/10/50 zł. Od listopada do lutego wszyscy płacą 8 zł.
Dzieci do lat 3 za darmo.
Godziny otwarcia:
– listopad – luty: 9.00-16
– marzec i październik: 9.00-17.00
– kwiecień – wrzesień: 9.00-19.00

6 Comments

  1. tez jechaliśmy Maltanką:) Co mnie zadziwiliło na Malcie – stok narciarski:):) W krainie, która jest płaska jak deska można pozjeżdżać na nartach:)
    O naszym poznańskim 1-dniowym spacerku poczytacie tu http://trzywloczykije.blogspot.com/2014/02/poznaj-poznan.html

  2. byłam pewna, że chodzi o inną Maltę;)

  3. Uuuu… widzę że dużo mamy do nadrobienia w Poznaniu, nigdy nie byłam tam z dziećmi 🙂

  4. tak? 😉 a ta poznańska niefajna?

  5. czytaliśmy, czytaliśmy 😉 a stoki narciarskie to teraz wszędzie są, tak samo jak parki dinozaurów 😉

  6. to tak jak ja w Toruniu 😉

Dodaj komentarz