Deszczowa św. Anna

Miało być o wczorajszym upalno-burzowym dniu, ale przypomniało mi się, że mieliśmy mała wycieczkę w deszczowy dzień. Na szczęście nie padało aż tak mocno jak dziś, ale jednak 😉 Wracając z ostatniego weekendu na Opolszczyźnie „zahaczyliśmy” o Górę św. Anny. Zawsze widać ją z autostrady i zawsze sobie obiecywaliśmy, że wstąpimy (nie ma zjazdu, więc trzeba o tym pomyśleć trochę wcześniej). Tym razem pamiętaliśmy – przyjechaliśmy, przeszliśmy kawałek i zaczęło padać 😉 Dobrze, że nasz krótki spacer był tylko przy okazji powrotu do domu 😉

Droga na św. Annę jest cała w wiśniach (czy czereśniach? nigdy nie wiem 😉 ).

My byliśmy jak zwykle samochodem, ale słynna Anaberg jest rejem dla rowerzystów. Kiedy w końcu dorobimy się a) rowerów, b) odpowiedniej kondycji, c) wszystkich dzieci w wieku odpowiednim do jeżdżenia to te kilkadziesiąt km z Rybnika pokonamy i na rowerach 😉

Góra św. Anny znana jest z dwóch rzeczy – sanktuarium, którego historia sięga XV w. i amfiteatru.  

W otaczającym klasztor parku można pospacerować, choć niestety nie wszędzie dojedzie się wózkiem.

W parku rozmieszczone są stacje drogi krzyżowej – jest to częste miejsce pielgrzymek mieszkańców Śląska.

Kilkaset metrów dalej znajduje się kamienny amfiteatr wzniesiony w latach 30. XX w. Kiedyś wznosił się przy nim pomnik poświęcony niemieckim ofiarom III Powstania Śląskiego, dziś jest tam tablica upamiętniająca czyn powstańczy.

Do amfiteatru prowadzą schody, więc poszłyśmy z Hanią same (tata z Hubciem pojechali po samochód, bo już zaczynało padać). Gdyby pogoda pozwoliła pochodziłybyśmy jeszcze po lesie w poszukiwaniu przygód. Tym razem musiała wystarczyć szybka przebieżka po kamiennej budowli.

Aż trudno uwierzyć, że jeszcze kilka godzin wcześniej było może i chłodno, ale słonecznie 😉

Jeśli ktoś z was chciałaby w okolicach Grodkowa wybrać się na maki to mam złą wiadomość – Hania wszystko wyzbierała 😉

Były dla taty 😉

Basia||Podróże Hani

Żona Kamila, mama Hani i Huberta. Zza biurka związana z turystyką, pisząc bloga stara się przekonać, że podróżowanie to chyba najlepszy sposób spędzania wolnego czasu. A podróżowanie z dziećmi to największa przygoda. Trzeba się tylko pozytywnie nastawić i... w drogę. Szczególnie, że przygoda czai się naprawdę za każdym rogiem!

2 Comments

  1. nigdy tam nie byliśmy, ale my też mamy górę, którą zawsze tylko mijamy i zawsze mijając obiecujemy sobie, że następnym razem na nią wejdziemy. Chodzi o Ślężę:) Tylko czy są tam takie piękne maki?

  2. oooo, my na Ślęży też nie byliśmy 😉 a maki nie na św. Annie, a w Grodkowie

Dodaj komentarz