Śladami rodziców – Walencja

Hania śladami rodziców, cz. IV. Znowu pozostajemy poza granicami Polski, w miejscu, w którym zazwyczaj jest dużo cieplej niż u nas (choć ostatnie tygodnie mogą podważać moją tezę) Walencję, bo o niej mowa, odwiedziłam dwa razy, raz z Kamilem, raz z… babcią. Obie wizyty były świetne, w mieście i okolicy jest multum rzeczy do zobaczenia. No i ta hiszpańska pogoda…

Walencja zachwyca bielą (jest zupełnie inna niż np. czerwona Barcelona). Jasne, piękne budynki, urokliwe centrum i niesamowite Miasto Sztuki i Nauki. Przede wszystkim „przez” tą atrakcję jest na liście miejsc, które musimy pokazać Hani i Hubertowi.

Walencja zachwyca już w momencie przyjazdu (my dojechaliśmy pociągiem) – ma chyba najładniejszy dworzec kolejowy jaki kiedykolwiek widziałam.

fot. wikipedia

Tuż obok niego znajduje się arena corridy. Na szczęście można ją zwiedzić bez oglądania krwawych walk byków (na szczęście, bo naprawdę robi wrażenie).

W starej, centralnej części miasta zachwycają dwa piękne kościoły – katedra, z której wieży rozpościera się widok na miasto i bazylika. Ta ostatnia mieści się przy Plaza de la Virgen, na którym w czwartki odbywają się tradycyjne sądy rozpatrujące skargi związane z miejscowym systemem nawadniania (Tribunal de las Aguas). Hiszpańskiego nie znam, więc wiele nie rozumiałam, ale zobaczyć obrady sądu warto.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Porta_ap%C3%B2stols_maigb.jpg
Fontanna przy bazylice.

Świetnym, robiącym spore wrażenie, miejscem jest też park w korycie wyschniętej rzeki Turii. Idąc nim, wśród zieleni i miejsc przeznaczonych do rekreacji (w tym świetnego placu zabaw – Guliwera!) dochodzi się do największej atrakcji turystycznej Walencji – wspomnianego wcześniej Miasta Sztuki i Nauki.

To kompleks nowoczesnych budynków, które same w sobie są niezłą atrakcją. W każdym z nich można zobaczyć coś naprawdę ciekawego – wystawy, filmy w kilku „D” czy zwierzęta nadmorskie z całego świata.

http://www.cac.es/home/servicios/?languageId=4
fot. wikipedia

My skupiliśmy się na Oceanarium. Jest to największe akwarium w Europie. Na jego zwiedzanie można spokojnie przeznaczyć cały dzień, atrakcji jest tam naprawdę dużo.

Całość podzielona jest na 10 obszarów terytorialnych (m. in. basen Morza Śródziemnego, oceanów polarnych, wód tropikalnych). Oglądać można ponad 500 gatunków zwierząt, łącznie ponad 45 tysięcy (!) zwierząt, m. in. rekiny, płaszczki, pingwiny, piranie, lwy morskie, ale też kormorany czy flamingi.

Zdjęć niestety nie mam (tak, tak, słynna kradzież laptopa…), linkuję więc filmik (nie mój), który pokazuje, że naprawdę warto się do walenckiego Oceanarium wybrać. Robi wrażenie, prawda?

Jednak największą atrakcją Oceanarium są pokazy delfinów. Odbywają się kilka razy dziennie i zapierają dech w piersiach. Delfiny są niesamowite. Wykonują trudne, zsynchronizowane ćwiczenia. Pokaz trwa chyba ok. pół godziny (dokładnie nie pamiętam). My po pierwszym pokazie wróciliśmy zwiedzać i… stawiliśmy się i na kolejnym 😉

PS. Niestety zdjęcia w tym wpisie pochodzą głównie z internetu – podczas tego wypadu zostaliśmy okradzeni, w plecaku był m. in. aparat.
* * *
Poprzednie posty z serii Hania śladami rodziców możecie przeczytać tu, tu i tu. 🙂

Basia||Podróże Hani

Żona Kamila, mama Hani i Huberta. Zza biurka związana z turystyką, pisząc bloga stara się przekonać, że podróżowanie to chyba najlepszy sposób spędzania wolnego czasu. A podróżowanie z dziećmi to największa przygoda. Trzeba się tylko pozytywnie nastawić i... w drogę. Szczególnie, że przygoda czai się naprawdę za każdym rogiem!

1 Comments

  1. Przepiękne zdjęcia. Byłam kilka lat temu w Wenecji niestety nie miałam tyle szczęścia by popatrzeć na miasto oczami podróżnika czy nawet turysty. Zazdroszczę i sama na pewno tam wrócę.

Dodaj komentarz