Za drogo, by jeździć?

Spotkałam się ostatnio z koleżanką i trochę powspominałyśmy nasze dzieciństwo.Wyszło, że zarówno ona, jak i ja bardzo często byłyśmy przez rodziców zabierane na jakieś wycieczki. Krótkie, jednodniowe, nawet kilkugodzinne wyjazdy. Niby nic takiego, tylko najbliższa okolica, niskobudżetowo, z własnym prowiantem, czasem autem, czasem pociągiem (bo wtedy one jeszcze jakoś normalnie na Śląsku jeździły…), czasem autobusem.

W podstawówce miałam schodzone chyba całe Beskidy, byłam w Krakowie, Tarnowskich Górach, w Czechach, na Słowacji itd. Jak na tamte czasu to było naprawdę dużo 😉 A teraz? Dzieci jeżdżą na szkolne wycieczki zagranicę (sama w liceum byłam w Paryżu), a nie znają najbliższej okolicy. Rodzice z nimi nie jeżdżą. Dlaczego? Nie wiem…

Nie przekonuje mnie argument, że podróżowanie jest za drogie. Sorry, ale nie… Ja nikomu nie każę wyjeżdżać na tydzień do Nowej Zelandii z biurem podróży i za duże pieniądze. Wyprawa do pobliskiego lasu będzie nawet bardziej ekscytująca. Zresztą, takiemu maluchowi chyba jest obojętne, czy spędzi tydzień all inclusive, czy dwa dni pod namiotem. Jakim problemem jest przeznaczenie jednego dnia w tygodniu (najczęściej weekendu) na jakąś dziecięcą przygodę? Zapewniam, że dorośli też mogą z takich wypadów czerpać sporą dawkę przyjemności.

Żeby nie być gołosłowną, przytoczę kilka naszych ostatnim „wypraw”, wszystko w granicy 50 km od domu i naprawdę niskobudżetowo:
– 5-godzinna wycieczka autobusem miejskim do Jastrzębia (klik) – bilet w dwie strony 15,20 zł (drogo, nie?), wstęp na wystawy w muzeum – za darmo, spacer po pięknym parku – za darmo, kawa, ciacho i lody w cukierni – 12 zł. Do tego herbata w termosie i przekąska w torbie (obiad dla Huberta, hmmm, zawsze mam przy sobie).
– plac zabaw w Rydułtowach – 20 km przejechanych samochodem (koszt benzyny), parking i wstęp na plac zabaw – gratis, 2 godziny zabawy i pierwszy w życiu Hani zjazd na tyrolce – bezcenne, kawa dla mamy w termosie, przekąski zabrane z domu.

Na takie kilkugodzinne wypady nie wydajemy więcej niż 50 zł (chyba, że jemy w restauracji, ale to nie zawsze się zdarza). Naprawdę to tak dużo?

Kolejną okazją do podróży są tzw. wizyty „przy okazji”. Nieskromnie przyznam, że jestem w nich mistrzynią. Przykład? Proszę bardzo:
– kiedyś służbowo musiałam pojechać do Trójmiasta, akurat na koniec tygodnia. Tak się składa, że mieszka tam moja kuzynka (znajomi w różnych miastach to w dzisiejszych czasach prawdziwy kapitał, w sumie rzadko śpimy w hotelu/hostelu/schronisku). Pojechaliśmy więc wszyscy  i zrobiliśmy sobie przedłużony weekend 😉
– ostatnio jechaliśmy do Chorzowa na konsultacje do szpitala, wszystko zajęło nam całe 20 minut… Skoro i tak już tam byliśmy, zwiedziliśmy co nieco (klik)
– za niedługo jadę do Opola na szkolenie. W czwartek – jak myślicie, gdzie spędzimy piątek?

Warto też wiedzieć jak mniej wydać na zwiedzanie. Oczywiście wszyscy znają groupony i inne portale z zakupami grupowymi. Czasem z ich ofert korzystam. Częściej jednak wybieram dni, w których mogę bilet kupić taniej lub wejść zupełnie za darmo (np. soboty w muzeach, dni otwarte, imprezy typu Industriada czy Noc Muzeów). No i pamiętajcie, że w muzeach dzieci do 7 lat zawsze mają wstęp wolny (a w większości komercyjnych atrakcji turystycznych dzieci do lat 3). A plenerowe wycieczki to w ogóle są w gratisie (chyba, że wchodzicie do parku narodowego).9

To co, naprawdę takie drogie są te nasze wyprawy? Jakie jest wasze zdanie o takich podróżach?

Basia||Podróże Hani

Żona Kamila, mama Hani i Huberta. Zza biurka związana z turystyką, pisząc bloga stara się przekonać, że podróżowanie to chyba najlepszy sposób spędzania wolnego czasu. A podróżowanie z dziećmi to największa przygoda. Trzeba się tylko pozytywnie nastawić i... w drogę. Szczególnie, że przygoda czai się naprawdę za każdym rogiem!

7 Comments

  1. Jest czas na podróże małe, jest i na te duże. Aby cos ciekawego zobaczyć wystarczy czasem "za plot" wyjść.

  2. Ja ostatnio jak słyszę, że ktos mi mówi "ale Wam zazdroszczę, że tak podróżujecie, ja niestety nie mam czasu/pieniędzy" to juz nie przekonuje że mozna. To nie prawda że zazdrości – po prostu nie chce. Bo jak się chce to można. Tak jak piszesz – czasem wycieczka na pół dnia daje większą frajdę niż przelot do Egiptu. No i jest tańsza. Nasz ostatni sukces to wyciągnięcie znajomych z brzdącem w Tatry. Tak sie zapalili, że szukają nosidełka turystycznego! czasem po prostu trzeba pokazać że można 🙂

  3. ojej, żeby z tej radości tylko wisiadła nie kupili 😉

  4. Jeśli się tylko chce można zorganizować wspaniałą wyprawę bez większych kosztów:) Chcieć to móc:)

  5. Nie będzie żadnym zaskoczeniem że się z Tobą zgodzę 🙂 Choć swego czasu także usłyszałam, że "gdybym miała kasę to też bym tak jeździła"… Uśmiechnęłam się i tyle… W promieniu kilkudziesięciu kilometrów od miejsca w którym mieszkamy tak jak i Wy znaleźliśmy tyle ciekawych miejsc, że martwię się czy życia starczy żeby wszystkie je zobaczyć. Część z nich jest darmowa, część kosztuje niewiele, czasem bilety trochę dają po kieszeni ale to jest też kwestia wyboru, coś za coś.

  6. oj jak ja często słyszę że mamy owsiki w dupie bo usiedzieć na miejscu nie potrafimy i chyba kasy jak lodu że tak jeździmy. Pewnie że się z Tobą zgadzam w 100%, uważam też że to kwestia wyboru. Zamiast kupować dzieciakom firmowe spodnie za ponad 100 to wolę ich gdzieś zabrać a kupić dresy za 20 albo szmateksa napaść. Jedynie na butach nie oszczędzam. A atrakcji za darmo i półdarmo jest cała masa wystarczy mieć oczy szeroko otwarte 🙂 I czytać czytać i szukać 🙂

  7. A jeszcze a propos… Moje najlepsze wspomnienie z dzieciństwa to wspólne rodzinne wyprawy pociągiem w Beskidy, a potem zdobywanie kolejnych szczytów. Termos + udko z kurczaka albo kotlet z chlebem w plecaku i było super 🙂 A wejście zimą na Stożek kiedy zgubiłam buty w śniegu to było coś 😉
    A jako przykład taniej wycieczki z czasów obecnych to nasza lutowa wyprawa do Krakowa autobusem: bilety w obie strony dla naszej czwórki = 34 zł.

Dodaj komentarz