Hania w… Oborze. W Raciborzu

Tak, tak, mamy na Śląsku prawdziwą Oborę. W dodatku niezwykłą, bo to… las, a właściwe Arboretum Racibórz. Hania była w nim pierwszy raz, ale na pewno jeszcze tam wróci wiosną, gdy zacznie kwitnąć tamtejszy „magiczny ogród”. Arboretum to miejsce, w którym kolekcjonuje się drzewa i krzewy. Raciborski las zajmuje aż 162 hektary, jest więc gdzie chodzić. Co mnie zdziwiło, można tam naprawdę odpocząć od miejskiego, śląskiego zgiełku – w sobotnie, słoneczne przedpołudnie w zasadzie nikogo tam nie spotkaliśmy. Teren ten nigdy nie był przez człowieka wylesiany, dlatego jest tam naprawdę dużo starych drzew i innych roślin.

Niespodzianka czekała na Hanię już przy samej bramie wejściowej – na ziemi leżało PEŁNO KASZTANÓW. W Rybniku wszystkie kasztanowce są oblegane i nawet kiedy przyjdzie się przed 8 rano to nie ma już czego zbierać. Nasz worek na skarby bardzo szybko zapełnił się kilkudziesięcioma kasztanami. A przed nami był jeszcze przecież zbiór żołędzi, liści, kamieni, patyków… no jak to na jesiennym spacerze.

 

 

 

Ku uciesze taty znaleźliśmy też kilka grzybów – przede wszystkim kurek. Hania znalazła też swojego pierwszego w życiu podgrzybka – zupełnie samodzielnie! Niestety nasza radość nie trwała długo, bo w domu okazało się, że większość naszych cudnych grzybów była robaczywa 🙁

 

W lesie spędziliśmy bite dwie godziny. Więcej niż zamierzaliśmy, bo… nie umieliśmy znaleźć mini-zoo, które jest największą atrakcją Obory. No cóż, z przykrością stwierdzam, że po przekroczeniu bramy wejściowej do lasy nie było żadnego znaku wskazującego drogę w to miejsce… Po długich poszukiwaniach w końcu je znaleźliśmy (znak oczywiście był, ale żeby go zobaczyć trzeba było wpaść na to, by nie wchodzić głównym wejściem tylko iść za budynek znajdujący się obok niego… no cóż…).

Zoo naprawdę jest mini, ale Hani bardzo się podobało. Najwięcej czasu spędziła oczywiście przy konikach (kucach szetlandzkich) i osiołkach. Niestety będący dużą atrakcją daniel gdzieś się nam schował ;p Strusia też nie widzieliśmy (mam nadzieję, że tłumaczenie Hani nie jest prawdziwe: – A może ten struś po prostu umarł???). Były za to bociany, które nie odleciały na zimę (są tam leczone), łabędź, kaczki czy bardzo ozdobne bażanty – złociste i srebrzyste.

 

 

 

 

Miejsce w sam raz dla rodzin z małymi ciekawskimi dziećmi, szczególnie w takie piękne słoneczne jesienne dni jakie mamy teraz. Polecam!

* * *
Informacje praktyczne:
Arboretum Bramy Morawskiej i Mini-ZOO, ul. Marklowicka 17, Racibórz, dzielnica Obora, www.arboretum-raciborz.pl

Godziny otwarcia mini-zoo (od wtorku do niedzieli, w poniedziałek nieczynne):
– w okresie letnim od 10.00 do 18.00
– w okresie zimowym od 8.00 do 16.00.
Wstęp do arboretum i mini zoo jest wolny.

5 Comments

  1. bardzo ciekawe miejsce, ale chyba wolałabym odwiedzić je wiosną, bo jak moi trafią na kasztanowca to już dalej nie pójdą aż wszystkiego nie wygrabią 😉

  2. no Hania też jest typem zbieracza… najgorsze są patyki (do wazonu…), które potem cichaczem jako podpałkę do kominka daję 😉 a wiosną to można kwiatki zbierać 😉

  3. o właśnie, z wiosennych kwiatków to będzie radość dla mamy 🙂 patyków mam cały bagażnik, więc gdyby Wam podpałki brakło to podjadę 🙂

  4. Dziękujemy Dziękujemy!! od miesięcy szukam takiego miejsca gdzieś blisko mnie i patrz! znalazłam! 🙂 i skoro i Wy tak blisko to może się kiedyś spotkamy gdzieś na szlaku hm?? 🙂 pozdrowionka

  5. no my na pewno będziemy tam znowu wiosną 😉 a skąd jesteście? bo może na sankach się gdzieś w okolicy uda spotkać? to tak najszybciej ;p

Leave a Reply