Buszowanie w Łazienkach

No to zaczynamy serię wakacyjnych wpisów 🙂 Na początek… Warszawa. I to w plenerze, tego jeszcze nie było! Nie było, dlatego że my tak jakoś zawsze przelotem przez tą naszą stolicę, a teraz miałyśmy 1,5 dnia do zagospodarowania, co za rozpusta ;P No i tłum przewodników – dziewczyny, dziękujemy!!!

Zanim jednak dotarłyśmy na miejsce odbył się niecodzienny piknik. W autobusie jajeczko musi być ;P Ponieważ jechałyśmy z ciocią Darią nie obyło się bez wpadnięcia w pętlę czasu – Polski Bus był na miejscu pół godziny po czasie.

Po ogólnym ogarnięciu się pojechałyśmy na mały rekonesans w centrum (tak, Hania widziała wielką palmę ;p). Przeszłyśmy się Krakowskim Przedmieściem, zobaczyłyśmy Barbakan.

Spacer zakończyłyśmy przy fontannach. Na pokaz było jeszcze za wcześnie, Hani jednak w zupełności wystarczyła wersja mini. Dzieciaki miały tam naprawdę wielką frajdę, bo nie dość, że woda jest ładnie podświetlona, to jeszcze co chwilę czeka na nie jakaś atrakcja – woda znikała, zmieniała się wysokość jej strumienia albo… przeskakiwała na drugą stronę. Fan był dopóki nie zaczęło kropić, a potem lać (Hani to specjalnie nie przeszkadzało, bardziej towarzyszącym jej dorosłym, którzy zarządzili odwrót).

Następnego dnia rano pogoda była już o niebo lepsza. Nasza warszawska ekipa udała się więc do Łazienek. W tak dużym parku Hania jeszcze nie była! Oj wybiegało mi się dziecko jak mało kiedy. A że za towarzysza miała kolegę Filipa, zabawa była naprawdę przednia.

Idąc do Łazienek miałam nadzieję, że spotkamy choć jedną wiewiórkę – opowiadałam o nich Hani, a potem nagle zaczęłam się zastanawiać, czy kojarzę je z Łazienek, czy z Wilanowa… A że moje dziecko jest dość pamiętliwe i obiecanych rzeczy stanowczo się domaga możecie sobie wyobrazić, że stres był dość duży 😉 Na szczęście udało się, na swojej drodze spotkaliśmy nie jedną, a kilka wiewiórek. Ich odwaga zawsze mnie zadziwia, dla orzeszka zrobią naprawdę wszystko 😉

Oprócz żywych wiewiór w całym parku porozstawiane były również kolorowe figurki tych gryzoni. Na początku nie wiedzieliśmy o co chodzi, potem jednak okazało się, że w całych Łazienkach odbywają się plenerowe koncerty. Sceny nazwane są wg kolorów, jakie mają towarzyszące im wiewiórki. Hani koncerty baaardzo się spodobały. W trakcie jednego leżała sobie w słońcu na leżaczku i słuchała z zamkniętymi oczami!

W trakcie koncertów można zbierać specjalne kolorowe naklejki (znowu od koloru „sceny” vel figurek wiewiórek). Sama ulotka kosztuje złotówkę, za to po zebraniu chyba 5 (teraz nie pamiętam już dokładnie) jej nabywca może wraz  z rodziną bezpłatnie zwiedzać budynki w Łazienkach. Myślę, że to fajna opcja dla warszawiaków – gdybym planowała dłuższy pobyt na pewno bym z tej okazji skorzystała, szczególnie że Hania ostatnio głośno domaga się wizyty w muzeum (mam wrażenie, że dziecko robiące afery, bo mama nie chce z nim iść do kolejnego muzeum jest swego rodzaju ewenementem ;)).

Oprócz koncertów przez całe lato bardzo blisko pałacu na wodzie jest strefa zabaw dla dzieci. Maluchy mogą zostać wirtualnymi dyrygentami (tego Hania jeszcze nie łapała), wziąć udział w warsztatach muzycznych (nie mieliśmy czasu, bo trwają bite dwie godziny, ale wyglądało, że są naprawdę fajne), w końcu pobawić się różnymi drewnianymi instrumentami czy porysować. Hania – jak zawsze ostatnimi czasy – wybrała kredki. Przy stanowiskach dzieci była animatorka, rodzice mogli więc spokojnie usiąść sobie z boku na specjalnie przygotowanym kanapach i siedziskach (z logo sponsora oczywiście;p). Brakowało tylko aromatycznej kawy…

PS. Na wspomnianą wyżej kawę poszliśmy na kawiarni za pałacem na wodzie – nie chodźcie tam! Nie dość, że kawa była niedobra, źle podana (do espresso nie dostałam wody), to jeszcze kelner nie wydał mi całej reszty, bo… nie miał drobnych. (za to gofry mieli dobre, ale złe kawowe wrażenie pozostanie we mnie na zawsze).

* * *
Na koniec ciekawostka – czy widzieliście kiedyś białego pawia? My już tak… Ale był dziwny 😉

8 Comments

  1. no przecież na zdjęciach z Kudowy mam białego pawia, oj ciocia chyba nas nie czyta :/ Dobrze, że Stolica Was miło przywitała.

  2. czyta, czyta, tylko ostatnio cierpi na ciążowe zaniki pamięci 😉

  3. No tak ciążowa skleroza. Schorzenie podobno zdiagnozowane, też miałam, zapomniałam. 😛 Cierpię na sklerozę matkopracującozadużonagłowieniewyspaniową 😛

  4. kochana, Pałac na Wodzie w tym czasie co byłyście w Warszawie mona było zwiedzać za darmo.
    Cieszę się, że Wam się podobało. Mam nadzieję, że następnym razem uda nam się di Was dołączyć!

  5. a Hania fajna;-) Taki rozbrykany śmieszek;-)

  6. a to w takim razie o jakiś inny "obiekt" chodziło ;p co do obietnicy dołączenia przy okazji kolejnej wyprawy – trzymamy za słowo 😉

  7. My do Łazienek mamy blisko 🙂 Pozdrawiamy!

  8. widzisz, gdybym wiedziała to mogłybyśmy się spotkać! może kolejnym razem? 😉

Dodaj komentarz