Centrum Nauki Kopernik – warszawski must to see

Centrum Nauki Kopernik jest naprawdę fajnym, naprawdę dobrze zorganizowanym i nastawionym na turystę miejscem. Nie zgadzam się z osobami, które przekonywały mnie, że z Hanią (dla przypomnienia – 2 latka i dwa miesiące) nie ma sensu tam jechać. Mała miała niesamowitą frajdę z wielu dostępnych tam  atrakcji i to nie tylko tych z przeznaczonej dla dzieci do 6 roku życia części, czyli galerii Bzzz! Atrakcji dla niej było tak dużo, że spędziliśmy tam prawie 5 godzin i… nie zobaczyliśmy wszystkiego.

W części dla najmłodszych dzieci (choć rodzice mają tam nie mniejszą frajdę) Hania budowała drzewo, poznawała odgłosy ptaków, czy oglądała siebie w krzywym zwierciadle. Było tam chyba kilkadziesiąt stanowisk, w tym wiele interaktywnych. Godzina minęła nie wiadomo kiedy 😉

Wspomniane drzewo 😉

Długo nie wiedziałam, którą stroną to zdjęcie obrócić – w każdym razie jest to taki mały lustrzany tunel. Szał! 🙂 Hanka wbiegała do niego (to dosłownie pół metra luster) kilka razy i nie chciała odejść.

Krzywe lustra najbardziej podobały się mamie 🙂 Hania długo nie mogła zrozumieć, skąd taki duuuży brzuszek (- Ale ja nie jadłam obiadku...).

Równie wiele atrakcji czekało w „dorosłej” części ekspozycji. Hani najbardziej przypadła do gustu ta, która poświęcona była dźwiękom. Kilka razy wracała do gry na różnych instrumentach – butelkach, płytach czy konstrukcji zbudowanej z… patyczków po lodach (albo takich od lekarza, do zaglądania w gardło ;p).

Samodzielnie robione bańki – dla porównania, obok siebie, były „rury” z wodnistą i gęstą, oleistą cieczą.

Do grania na butelkach wracaliśmy kilkukrotnie (są na samym początku zwiedzania, w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem na tym początku nie skończymy;p).

I grania ciąg dalszy – kiedy założyło się słuchawki słychać było muzykę).

Rysowanie z tatą – mieli odtworzyć na papierze bryły, które były za kratką. No cóż, Szympruchy bardzo uzdolnione plastycznie nie są 😉

Wiatraki wiały w różnych kierunkach, więc „łódki” pływały w prawo i w lewo. I znowu kilkanaście minut zabawy…

Równie ciekawie było na piętrze – tam poznawaliśmy tajemnice ludzkiego ciała (czy wasze dzieci trzymały w rękach serce? Hania wyjęła je z człowieka, po czym rozłożyła komory (jedna upadła na ziemię). Potem było tylko sławetne: – Ups, zepsuło się serduszko… Mina dziewczyny stojącej koło nas – bezcenna!).

Jeśli nie jest to dobrze widoczne to informuję, że moje dziecko na poniższym zdjęciu jest w… bańce mydlanej 🙂 Ale miała radochę!

 

Na pożegnanie (przywitanie w sumie też, bo jegomość „stoi” przy kasach i sklepiku, przez który się z Centrum wychodzi;p) była dość długa rozmowa z robotem (- Ja się go już wcale nie boję;p).

* * *
Aaa! Warto też wiedzieć (ja nie wiedziałam i bardzo mi przykro z tego powodu), że podając swojego maila (nie dotarłam do informacji, gdzie te maile się podaje, w każdym razie przy kupnie biletów o nie nie pytano) po wizycie w Centrum można otrzymać efekty naszych aktywności. Chodzi o to, że przy wielu stanowiskach przykłada się kartę chipową i potem nasze wyniki (np. długość skoku w dal, wyniki gry zręcznościowej czy zdjęcie w podczerwieni) przez miesiąc od wizyty można sobie ściągnąć na swój domowy komputer. Jeśli wybierzemy się do Kopernika drugi raz (nie wiem po co to jeśli, na pewno się wybierzemy jak Hania trochę podrośnie) to będę już o tym pamiętała.
* * *

Jedyną rzeczą, której mogę się uczepić jest brak możliwości wcześniejszego kupna biletów przez indywidualnych odwiedzających. Nie umiem tego zrozumieć. Kolejki są tam duże, wręcz owiane legendą (my staliśmy jakieś 20 minut, ale trzeba pamiętać, że był to już czas przedświątecznych przygotowań). Przecież można bez problemu stworzyć system wcześniejszego opłacania takich rezerwacji, wtedy Centrum nie będzie miało żadnych strat, nawet jeśli odwiedzający w końcu się nie zjawi…

I niestety nie polecam jedzenia w tamtejszej stołówce. Zrobiona bardzo fajnie na kształt tej ikeowskiej, ale jedzenie słabe, bardzo słabe 🙁
Informacje praktyczne:
Centrum Nauki Kopernik, www.kopernik.org.pl, Warszawa, ul. Wybrzeże Kościuszkowskie 20
Godziny otwarcia:
Wtorek-piątek: 9.00-18.00
Sobota-niedziela: 10.00-19.00
Bilety na wystawy stałe (nie wiem jak jednego dnia można skorzystać i ze stałych, i z czasowych – my nie przeszliśmy całości, a byliśmy tam ponad 4 godziny): normalny – 22 zł, ulgowy – 16 zł, rodzinny (rodzinny, 4 osoby, w tym 1-2 dorosłych i dzieci do 19 lat) – 57 zł.
Uwaga! Wstęp wolny jest tylko dla dzieci do 2 lat.

2 Comments

  1. Swietna wyprawa! Widac, ze Hania cudownie sie bawila. Pirwszy raz z Zara (dzis ma 2 latka i 7mc) wybralam sie do muzeum gdy miala niecaly roczek – wszyscy mowili, ze zwariowalam 😀 na zdjeciach widac jak bardzo sie mylili 😛
    Jako, ze tematyka naszych blogow jest BARDZO PODOBNA 🙂 zapraszam takze do nas 🙂 A Was napewno bede odwiedzac! Pozdrawiam!!!

  2. ooo, faktycznie! już dodaję do obserwowanych 🙂 będę szukała inspiracji 🙂

Dodaj komentarz