Masz wolny dzień? Jedź na adwentowy jarmark!

Jarmark adwentowy w Budapeszcie, Wiedniu czy Pradze? Kojarzycie te wszystkie oferowane przez biura podróży i na wszelakich gruponach jednodniowe wycieczki na jarmarki adwentowe organizowane w europejskich stolicach? Przyznaję, nigdy nie rozumiałam tego fenomenu. Aż sama zapakowałam się z rodziną w nocnego busa i… pojechałam na jarmark do Budapesztu. Oczywiście jarmark był „przy okazji”, od dawna marzył nam się wieczorny spacer po tym chyba najpiękniej oświetlonym europejskim mieście. Nawet nie byłam pewna, czy jarmark zaczyna się w „nasz”, czy w następny piątek. Jednak skoro już był to poszliśmy… I wróciliśmy następnego dnia, rezygnując z dalszego szwędania się po budapesztańskich atrakcjach. Po tym krótkim pobycie w Budapeszcie jestem przekonana, że za rok wyjazd powtórzymy, może nawet w wersji z podwójnym noclegiem w busie. Naprawdę, by poczuć świąteczną atmosferę warto wybrać się tylko na jarmark. Magia!

Prezenty w sam raz dla małych podróżników

Właśnie zaczął się najgorszy czas w roku. Nie, nie jesień, nie przetaczające się przez nasz dom choróbska. Listopad to początek zasypywania dzieciaków prezentami. Do października jest w miarę ok, tu jakaś drobnostka od wpadającego na kawę znajomego, tam co nieco od Zajączka (Wielkanoc), jeszcze dzień dziecka i spokój. A z nastaniem listopada, buuuuuum! Urodziny Hani, urodziny Huba (dzień po dniu!), moje urodziny (ale jak to, przecież do dzieci się z pustymi rękami nie przychodzi, prawda?), Mikołajki (w domu, szkole, przedszkolu, na tańcach…), spotkania wigilijne, w końcu święta… Grudzień to już jedno wielkie apogeum rozpieszczenia. Prezenty dla małych podróżników pojawiają się z każdej strony. Co zrobić żeby nie zwariować? U nas odpowiedzią na podarkowy boom są rodzinne prezenty składkowe. Dzięki nim przynajmniej urodziny mamy załatwione – zamiast miliona małych upominków dzieci dostają jedną porządną rzecz (rolki, ogromny zabawkowy garaż, wymarzone klocki). Gorzej z resztą okazji, bo przecież i Mikołaj, i Gwiazda są w każdym domu… Tu więc stosujemy taktykę podpowiadania, bądź wyręczania rodziny w kupnie prezentów (babcie od lat przed mikołajkami dostają zestawy prezentów wraz z rachunkami do pokrycia). Może i wam przyda się kilka, nie zawsze standardowych,  pomysłów na upominki dla waszych małych podróżników.

Bergamo na talerzu

Bergamo miało być naszym przystankiem na jeden dzień, jednak pogoda spłatała nam małego figla. Zamiast słonecznej pogody dzień przywitał nas szarówką, która przerodziła się w ulewę. Tak więc zamiast jechać nad malownicze jezioro Como, zaczęliśmy jeść (a właściwie kontynuowaliśmy włoską ucztę rozpoczętą już poprzedniego wieczora). Lombardzkie smaki baaardzo przypadły nam do gustu. Co zjeść w Bergamo?

Bergamo w jeden dzień

Bergamo, kolejne miasto przy lotnisku (pamiętacie nasz wpis o Gironie?), kolejne super miejsce na miły dzień bez tłumów turystów. Ledwie półtorej godziny lotu z Pyrzowic, potem z lotniska do zabytkowego centrum maks. pół godziny. Większość ludzi mija Bergamo i od razu jedzie do Mediolanu, nad jezioro Como, czy dalej w stronę innych miast Lombardii. My pewnie też tak byśmy zrobili, ale nasz ostatni wyjazd był  inny. Pierwszy weekend bez dzieci! Totalny reset, slow travel, odprężenie i niemyślenie o codzienności. Właśnie dlatego w mieście, które spokojnie jest do zobaczenia w kilka godzin, zostaliśmy na pełne dwa dni. Stare miasto przeszliśmy wzdłuż i wszerz, słynnymi kolejkami jeździliśmy w jedną i drugą stronę nie wiem ile razy. Odpoczęliśmy za wsze czasy i naprawdę naładowaliśmy akumulatory na kolejne tygodnie rodzinnej egzystencji. I mamy postanowienie, że taki slow weekend będziemy powtarzać regularnie, tak dla psychicznego zdrowia siebie jako rodziców. Co więc polecamy w Bergamo?

Centrum Bajki, czyli dlaczego w Pacanowie kozy kują

Centrum Bajki to marzenie każdego dzieciaka, a i rodzice mają okazję wrócić do lat swojego dzieciństwa, szczególnie, że co jak co, ale PRL-owskie bajki były prawdziwymi hitami. W Pacanowie dzieciaki oczywiście mają okazję zobaczyć kultowe animacje, jednak nie to jest tam największą atrakcją. Przyznaję, że jadąc do Centrum Bajki nie wiedzieliśmy czego się spodziewać. A że wybieraliśmy się tam od dobrych kilku lat mieliśmy nadzieję, że się nie zawiedziemy. Wg mnie najlepsze było na początku, gdy wsiedliśmy… do pociągu.

Słowacki Liptov, atrakcje nie tylko dla dzieci

W nasze słowackie mini wakacje (wszak to ledwo 3 dni były) rodzinnie poznawaliśmy uroki regionu Liptov. Atrakcji jest tam tyle, że spokojnie można jechać na tydzień i więcej (sprawdzone przez znajomych). O Tatralandii i Besenovej już pisaliśmy. Dziś pokazujemy co jeszcze warto, a co koniecznie trzeba zobaczyć. Co ważne, wszystko kilkadziesiąt km od polskiej granicy, rzut beretem nie tylko ze Śląska!

Blogerzy piszą o podróżach

Blogi blogami, ale ja jednak mimo wszystko bardzo cenię papier. Na każdy wyjazd biorę drukowany przewodnik, książki też czytam w wersji papierowej (choć czytnik e-booków od dawna mnie kusi i chyba w końcu nabędę). Dziś chciałam wam polecić kilka książek, na których przeczytanie udało mi się znaleźć czas (jedna dobra rzecz przy długich dojazdach do pracy). Są różne, łączy je jednak jedno – wszystkie zostały napisane przez blogerów.