Hobby Park i dinozaury czyli jednodniówka tuż przy granicy z Czechami

W tym roku stawiamy na Czechy! Mieszkamy ledwie kilkadziesiąt kilometrów od granicy, jedziemy tam autostradą, w Bohuminie czy Ostravie jesteśmy szybciej niż w Katowicach! A że u sąsiadów jest wiele ciekawych miejsc zarówno na kilkugodzinną wycieczkę, jak i na po

rządne wakacje, ten rok będzie naprawdę czeski. Zaczynamy kilkugodzinną wycieczką skrojoną pod dzieciaki. Pierwszy przystanek – Hobby Park w Bohuminie chodził nam po głowie już od dawna. Drugi – Park Dinozaurów Ostrava wpadł do programu zupełnym przypadkiem, po prostu przy bohumińskiej atrakcji była reklama. Pojechaliśmy więc i… nie żałujemy, szczególnie, że do przejechania mieliśmy całe 50 km.

Podlasie na weekend

Podlasie na weekend miałam wam polecać po majówce. Tej zeszłorocznej. Jakoś nam zeszło z pisaniem tego wpisu. Dlaczego na majówkę wybraliśmy Białystok i okolice? Przede wszystkim dlatego, że mamy tam dobrych znajomych, u których zabunkrowaliśmy się na te kilka dni. Ale też dlatego, że Podlasie jest warte odkrycia, zachwyca różnorodnością, kolorami, wielokulturowością i wschodnim czarem. Trochę podobnie jak Lwów. Taka mieszanka gwarantuje, że wyjazd będzie udany. Czego chcieć więcej?

Redyk Karpacki czyli w Koniakowie nie można się nudzić :)

Redyk Karpacki to tradycyjne przejście pasterzy przez cały teren Karpat, które jako górskie pasmo wiedzie przez Rumunię, Ukrainę, Polskę, Słowację i Czechy. Przed wiekami była to pasterska codzienność, dziś jest to raczej okazja do pokazania turystom dawnych tradycji i integracji środowiska górali karpackich, którym zależy na odnowieniu i zachowaniu pamięci o tej niezwykłej tradycji (redyk wznowiono w 2013 r.). Dzięki redykowi na terenie całych Karpat obserwować możemy takie same zwyczaje.

Przy okazji redyku, w którym obecnie Karpaty pokonuje kilkaset owiec, organizuje się imprezy „na trasie”. Jedna z nich w majówkę odbyła się w „naszym miejscu w Beskidach” czyli Beskidzkiej Trójwsi. A że akurat byliśmy w okolicy…

Rodzinnie we Lwowie – jak dojechać, gdzie spać i ile pieniędzy zabrać

Lwów był naszym wycieczkowym marzeniem od dawna, jednak zawsze „coś” skłaniało nas do przekładania wyjazdu. Najpierw nie mieliśmy paszportów, ale wyrobiliśmy je przed wyjazdem na Cypr. Potem nie było kiedy, bo zawsze na jakiś dłuższy weekend „wpadało” coś innego. We wrześniu Hania poszła do szkoły i wyrwać się było jeszcze trudniej. W końcu obawialiśmy się długiej kolejki na granicy i tłuczenia się marszrutkami z marudnymi dziećmi. Na szczęście jakiś czas temu, prawie jednocześnie, uruchomiono bezpośrednie połączenie kolejowe Przemyśl-Lwów i lotnicze z Wrocławia do Lwowa. Nasze obawy były już całkowicie nieuzasadnione :)

Lwów na weekend

Lwów na weekend! Tak, to idealna destynacja na 2-3 dniowy wypad, szczególnie, że w porównaniu z sytuacją sprzed kilku lat jest tam dużo łatwiej i szybciej się dostać (autostrada do samej granicy, bezpośredni pociąg czy samolot skróciły dystans, ze Śląska na miejscu byliśmy w zasadzie po 7 godzinach jazdy, 5 do Przemyśla i 2 do Lwowa). Jadąc do Lwowa mieliśmy o mieście wiele wyobrażeń – że polskie miasto, że zaniedbany, wielokulturowy, smaczny i piękny. Czy to prawda?

Toruń – gotyk na dotyk, Kopernik i pierniki

Toruń był na celowniku naszych wycieczkowych zainteresowań od kiedy jeszcze w trakcie studiów dosłownie przez niego przemknęliśmy w trakcie autostopowej wycieczki nad morze. Problem był zawsze jeden i ten sam – to miasto nigdy nie było nam po drodze. Za daleko (i w sumie za drogo), by jechać tam specjalnie na dzień lub dwa, a przy okazji innych wyjazdów nigdy nie było czasu. Tak więc, gdy okazało się, że dzieci jadą do sanatorium do Dąbek, od razu zarezerwowałam hotel – przerwa w długiej podróży znad Bałtyku na Śląsk, w zasadzie w połowie drogi, była jak najbardziej uzasadniona. Już wiecie, że głównym powodem naszej rodzinnej wizyty w Toruniu były piernikowe muzea.

Muzeum piernika w Toruniu – które wybrać?

Muzeum piernika to pierwsze, poza gotykiem i Kopernikiem, moje turystyczne skojarzenie z Toruniem. Na pewno nie ominą go przyjeżdżające do miasta rodziny z dziećmi (podobnie jest w Poznaniu jego Rogalowego Muzeum). Sami też planowaliśmy od niego zacząć i gdy chciałam zarezerwować bilety okazało się, że MUZEA SĄ DWA! Nie powiem, zaskoczona zaczęłam przeglądać znajome blogi, by zdecydować się na jedno z nich, dopytałam też na Facebooku. Większość głosów była za Żywym Muzeum Piernika, tam więc też poszliśmy na warsztaty. Były świetne. Gdy jednak samochód odmówił z nami współpracy i ugrzęźliśmy w Toruniu na kolejny dzień, stwierdziłam, że i Muzeum Toruńskiego Piernika odwiedzimy, choćby dla porównania i wyrobienia sobie własnej opinii. I wiecie co? Też było super! Które więc muzeum wybrać, gdy ma się dwie godziny na zwiedzanie? Hmmm…