Sanatorium dla dzieci, czyli nasza kolejna ucieczka od smogu

Sanatorium dla dzieci, czy to w ogóle ma sens? Jak to załatwić? Czy dzieci muszą być bardzo chore, by z takiego pobytu w ogóle móc skorzystać? W końcu – ile to wszystko kosztuje. Od kiedy napisałam na Facebooku, że jedziemy do Dąbek się jodować, w dodatku już po raz drugi, zostałam wręcz zasypana pytaniami. Stąd ten wpis, teraz już wszystko będzie jasne.

Bielsko-Biała, miasto bajek

Bielsko-Biała i pierwsze z miastem skojarzenie? Dla mnie góry, dla Hani i Huba – Reksio! Bywamy tam często, głównie, by wejść na Kozią Górę lub wjechać na Szyndzielnię. Tym razem postanowiliśmy iść tropem dzieci i odwiedziliśmy Studio Filmów Rysunkowych. Do tego przejście przez centrum miasta wyznaczoną przez stworzony specjalnie z myślą o najmłodszych turystach przewodnik i – na koniec – zasłużona nagroda. Czy może być lepszy sposób na zimowy wolny dzień w mieście?

Żywiecczyzna bez smogu, w sam raz na ferie

Żywiecczyzna bez smogu? Okolice Żywca to jedne z najurokliwszych i – co dla mnie bardzo, bardzo ważne – najspokojniejszych rejonów województwa śląskiego. Niestety, Żywiec to też jedno z najbardziej zanieczyszczonych miast w Polsce i Europie. Ma pecha i nasz Rybnik, a i mieszkańcy swoimi zwyczajami „ciepłowniczymi” nie ułatwiają wyjścia na prostą. Na szczęście wystarczy pojechać trochę wyżej, by cieszyć się czystym powietrzem, ciszą i – w tym roku wyjątkowo piękną – zimą. Szkoda tylko, że siedząc przed „naszą” Stefanówką w Ślemieniu na horyzoncie widzieliśmy czarną łunę…

Apartamenty Fulinowo w Kuźnicy – recenzja

Apartamenty Fulinowo  – jak tu bajecznie! Takie było nasze pierwsze skojarzenie, kiedy po całonocnej jeździe samochodem o świcie podjechaliśmy pod wskazany adres w Kuźnicy. I faktycznie, malutkie domki, w których urządzono niezwykle klimatyczne pokoiki miały w sobie coś z bajki. Dbałość o detale, gustowne i przytulne wnętrza, bliskość plaży i to czego szukaliśmy w przypadku naszego bardzo spontanicznego wyjazdu – cisza i spokój. Pewnie w sezonie z tymi ostatnimi można się i tu pożegnać, dla nas Fulinowo jest idealne właśnie na leniwe krótkie pobyty tuż po lub tuż przed najazdem letnich bałtyckich turystów. Na pewno wrócimy tu jesienią, wydaje mi się, że wtedy jest tu najpiękniej.

Półwysep Helski zimą

Półwysep Helski zimą? W styczniu? Przecież tam wtedy wszystko jest pozamykane. Hula wiatr. Pustka. Tak! Właśnie dlatego tam pojechaliśmy w naszą pierwszą podróż w 2017 r. Wyjazd był mega spontaniczny. Wszystko przez rybnicko-katowicki smog, o  którym jest ostatnio głośno. Kiedy siedząc w pracy, w biurze na 18 piętrze, widziałam… właśnie nic nie widziałam, kompletnie nic, miarka się przebrała. To był poniedziałek, a my we wtorek późnym wieczorem wyruszaliśmy w drogę do Kuźnicy. Po czyste powietrze i spokój. Znaleźliśmy tam i jedno, i drugie. I jeszcze piękne widoki.

I po 2016. Jaki był?

No właśnie, jaki był miniony rok? Blogowe, a raczej rodzinne doświadczenie podpowiada mi, że nie ma sensu publikować moich planów na 2017 r. I tak, podobnie jak te na 2015 i 2016, pewnie się nie sprawdzą. Z dzieciakami na pokładzie nie ma chyba sensu planować wyjazdów z dużym wyprzedzeniem (choć pomysłów mam multum i już ich spisywanie sprawia mi radość). Więc tym razem nie napiszę, gdzie marzy mi się spędzić pierwsze dni wiosny, Wielkanoc czy urodziny dzieciaków (choć wiem to doskonale i to od dość dawna). Napiszę więc, co dobrego było w roku, który właśnie minął. Choć dobrych chwil było naprawdę wiele, ograniczę się do 3 momentów. Za to takich, których życzę każdemu z was.

Masz wolny dzień? Jedź na adwentowy jarmark!

Jarmark adwentowy w Budapeszcie, Wiedniu czy Pradze? Kojarzycie te wszystkie oferowane przez biura podróży i na wszelakich gruponach jednodniowe wycieczki na jarmarki adwentowe organizowane w europejskich stolicach? Przyznaję, nigdy nie rozumiałam tego fenomenu. Aż sama zapakowałam się z rodziną w nocnego busa i… pojechałam na jarmark do Budapesztu. Oczywiście jarmark był „przy okazji”, od dawna marzył nam się wieczorny spacer po tym chyba najpiękniej oświetlonym europejskim mieście. Nawet nie byłam pewna, czy jarmark zaczyna się w „nasz”, czy w następny piątek. Jednak skoro już był to poszliśmy… I wróciliśmy następnego dnia, rezygnując z dalszego szwędania się po budapesztańskich atrakcjach. Po tym krótkim pobycie w Budapeszcie jestem przekonana, że za rok wyjazd powtórzymy, może nawet w wersji z podwójnym noclegiem w busie. Naprawdę, by poczuć świąteczną atmosferę warto wybrać się tylko na jarmark. Magia!